piątek, 25 marca 2016

Epilog

      Na niebie rozciągała się jasna łuna, zwiastująca nowy dzień. Pomarańczoworóżowe niebo zaczynało powolutku przybierać kolor błękitny. Ptaki budziły się do życia, a ich czarne cienie latały pośród rozmazanych chmur. Wiał wiaterek, leciutko i cichutko szeleszcząc liśćmi, a ten odgłos był kojący dla uszu. Gdzieś w oddali było słychać przyjemne ćwierkanie. Mieszał się z nim dźwięk płynącej nieopodal rzeczki, przy której jedna z czarownic nabierała do wiadra wody. Na gałęziach drzew była upleciona pajęczyna, po której szybkimi kroczkami chodził mały pająk i ulepszał swoje dzieło. Z kolei na zielonej trawie błyszczały kropelki rosy, które przybrały odcień różu. Można było zamknąć oczy, wdychać zapach świeżego powietrza i zapomnieć o otaczającym nas świecie.
      Nieopodal na polanie, gdzie ponad cztery lata temu toczyła się krwawa wojna, rosły wieczne, czerwone róże. Martwe ciała poległych zamieniły się w krwiste kwiaty, które rosły nawet zimą i nigdy nie więdły. Były inne, niż zwykłe róże. W nocy świeciły na szkarłatny kolor, a biło od nich przyjemne uczucie. Miłość. Było to miejsce czczone przez nadnaturalnych. Nikt po nim nie chodził, nawet nie zrywał róż. Przed ludźmi zostało doskonale ukryte. Gdy śmiertelnik się zbliżał, w miejsce polany widział mroczny las, który odpychał samym swoim widokiem. Nie mogli pozwolić, żeby jakiś człowiek dowiedział się o tym miejscu.
      Nad przepaścią, gdzie umarła Marandrea, zostały wybudowane dwa korytarze, prowadzące do ciała umarłej. Traktowano to jak grób i również było szczerzone, choć ludzie nie zapuszczali się w tak niebezpieczne miejsca, jak przepaście, których otchłanie były bardzo głębokie i niebezpieczne.
      W głębi otchłani, wciąż w tym samym miejscu, leżało ciało Andrei. Nadnaturalni długo zastanawiali się, czy je czymś zakryć lub zrobić trumnę, ale zrezygnowali, bowiem gdy chory dotykał martwego ciała, zostawał uzdrowiony. Nie były to jednak osoby, które miały małą ranę lub jakieś nieszkodliwe dla zdrowia urazy, tylko osoby naprawdę potrzebujące pomocy, które mogły umrzeć.
      Wokół Marandrei rosły czerwone i białe róże, a ich piękna woń unosiła się w powietrzu. Często pojawiał się tam Theo, który tęsknym wzrokiem patrzył na siostrę z myślą, że za wcześnie została mu odebrana. Ale rozumiał. Wiedział, że nie było odwrotu i prawie się z tym pogodził. Czasami miał żal, jednak przypominał siebie wtedy powody jej śmierci. I był z niej dumny, a w głębi serca cieszył się, że nie widział jej śmierci.
      — Theo, jak się czujesz? — zapytała pewnego dnia Rose, kładąc duchowi na ramieniu dłoń. — Wyglądasz marnie.
      — Nie martw się, jest wszystko dobrze. — Uśmiechnął się do niej lekko.
      — Minęły już cztery lata... — zaczęła, ale urwała w pół zdania.
      — Wiem i pogodziłem się z tym — odparł.
      — Trudno mi w to uwierzyć. — Zwęziła brwi.
      Theo popatrzył na Rose łagodnym spojrzeniem.
      — Jest wszystko dobrze — zapewnił. — Po prostu... Żałuję, że nie miałem na to wypływu. Nie widziałem jej ponad dziesięć lat. Później ją spotkałem, a ona... krótko po tym umarła. Jak ty byś się czuła? Masz nadzieję na lepsze życie, choć trudno nazwać to życiem, bo jestem tylko duchem, ale to szczegół... A nagle zostaje ci ta szansa odebrana.
      — Masz jeszcze rodziców — powiedziała cicho.
      — Mama przedawkowała leki.
      Rose znieruchomiała i ze współczuciem, ale i zdziwieniem spojrzała na chłopaka.
      — Byłeś u niej? — zapytała z szeroko otwartymi oczami.
      — Tak. — Spojrzał na nią kątem oka. — Musiałem. I dowiedziałem się o śmierci mamy. — szepnął. — Nie poradziła sobie z tym wszystkim. Nigdy nie była tak silna, za jaką się uważała. Przykro mi to mówić, ale to prawda. — Zagryzł dolną wargę.
      — A ojciec? Żyje?
      — Tak, ale pogrążył się w wirze pracy. — Posłał jej blady uśmiech.
      — Kiedy tam byłeś?
      — Jakiś czas po śmierci Andrei — wyznał. — Nie mogłem się zdobyć na to, żeby pójść tam wcześniej. Czułem, że jeszcze nie byłem gotowy. Po tym, jak umarła Andrea, poczułem, że muszę tam pójść i dowiedzieć się, co z rodzicami i to zrobiłem. Żałuję. Tak to bym nie wiedział, co się stało i nie żałowałbym tamtej nocy, że w ogóle wyjechałem. Byłbym teraz z nimi, a mama nie przedawkowałaby leków. Kto wie? Może wszystko by się ułożyło.
      — To nie twoja wina — powiedziała Rose i przytuliła Theo. — Nie możesz się obwiniać. Ale... Nawet gdybyś został wtedy w domu, przepowiednia i tak dosięgłaby Andrei. Na to nikt nie miał wpływu.
      — Wiem — wyszeptał jej do ucha.
***
      Do domku Isabelli przedostawało się światło słoneczne, a drobinki kurzu unosiły się w powietrzu. Po ścianach co rusz tańczył cień Belli, która zajmowała się przyrządzaniem leczniczej mikstury dla zranionej sarny, która leżała na miękkiej trawie pod oknem. Pomagała jej w tym Lilith, która bardzo polubiła czarownicę, ze wzajemnością. Sprawiało jej radość pomaganie innym.
      Nieopodal nad rzeczką siedziała Jessica wraz z Nathanem. Nie myśleli o tym, co zaszło kilka lat temu. Nathanielowi wciąż było trudno uwierzyć w śmierć Andrei, ale pogodził się z zaistniałą sytuacją. Jednak w głowie wciąż siedziało mu to wspomnienie.
      — A Andrea gdzie? — zapytał Nathan, odrywając się od Jessici i Belli.
      Zapadła głucha cisza. Nawet ptaki przestały wesoło ćwierkać. Wszystko wokół ucichło. Było jedynie słychać przyspieszone bicie serc czarownic, których miny posmutniały. Rozglądały się dookoła, byleby tylko nie natknąć się na wzrok Nathana, który wyczekiwał odpowiedzi. Złapał siostrę pod brodę i zmusił, żeby ta spojrzała w jego bursztynowe oczy. Młoda czarownica poczuła lekki strach i ból. W gardle powstała jej wielka gula, której za nic nie była w stanie przełknąć. Uniemożliwiała ona jej mówienie. Otworzyła usta, ale żadne słowna nie wydostały się z nich.
      Ale to nie było potrzebne.
      Wyczytał to z jej myśli.
      Na twarzy Nathana pojawił się szok i niedowierzanie. Nie chciał uwierzyć w to, co przed chwilą wyczytał, jednak mina Jessici mówiła sama za siebie. Jeszcze przed jakiś czas próbował doszukać się czegoś, co miałoby zdradzić kłamstwo, ale nic takiego nie znalazł. Przeczesał drążącą dłonią włosy i jeszcze raz spojrzał na załzawione oczy siostry, po czym zamknął swoje.
      Od tamtego czasu minęło dość sporo i nie odczuwał takiej pustki, jak na początku. Andreę wspominał dobrze, tylko momentami żałował, że w czasach szkoły jej dokuczał. Dziewczyna wiele przeszła, a jego docinki i zaczepki były dziecinne. Zachowywał się nieprzyzwoicie jak na swój wiek. Jak dzieciak. Ale czasu cofnąć nie mógł...
      Z kolei po Dominicu zaginął ślad. Wyruszył w podróż, by znaleźć krwawego wilkołaka, który przyczynił się do śmierci jego ojca. Nie chciał brać nikogo do towarzystwa. Nawet żadnej osobie nie powiedział o swojej wyprawie. Nie miał bliskich, bo wszyscy zginęli podczas krwawej rzezi, dlatego nikt za bardzo nie przejmował się jego tajemniczym zniknięciem.
      W świecie nadnaturalnych panował pokój i miłość pomiędzy bliźnimi. Nie było żadnego podziału, wszyscy żyli w zgodzie, a w jednym mieście mieszkały nawet po trzy rasy. Wszyscy pamiętali o tym, co się wydarzyło i było to przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Hejo kochani! :3
Jak widać to już koniec. Powiem szczerze, że ja baaardzo cieszę się, bo jak już wspomniałam, blog to niewypał xD
Nie wiem, co mam na koniec powiedzieć. Jutro pojawi się ostatni post, czyli notka pożegnalna z linkiem do nowego bloga, na którym również jutro pojawi się prolog.
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca! ♥
Korzystając z okazji chciałam Wam życzyć Wesołych Świat spędzonych w ciepłym gronie rodziny i smacznego jajka (taaak, przyznaję się, nie umiem składać życzeń xD).
Pozdrawiam cieplutko! xoxo :**
PS Wciąż pamiętam o zaległościach u Was (:

Maggie

24 komentarze:

  1. Jejku, jak to czytałam to normalnie nie mogłam uwierzyć, że to już koniec.
    Obawiam się, że mój komentarz nie będzie specjalnie długi, ale z drugiej strony to może i dobrze - nie chce przynudzać.
    Moja Droga, zacznę od tego, że za każdym razem, kiedy powtarzasz w notkach na koniec, że "blog to niewypał" to ja łapię się za głowę. Owszem, pierwsze rozdziały nie były genialne, ale nie były też beznadziejne. Każdy kolejny był coraz lepszy i lepszy, a ostatnie zdecydowanie były bardzo bardzo dobre! Poza tym 88 obserwatorów nie wzięło się znikąd ;)
    Epilog cudowny! Byłam tutaj od początku (?), nie jestem pewna, w każdym razie pojawiłam się na pewno gdzieś w pierwszych rozdziałach i śmiało mogę przyznać, że ze swoim stylem śpieszysz do perfekcji! Jak to zawsze na początku mówiłam - jestem pod ogromnym wrażeniem opisów wszystkiego! Po prostu zakochałam się w tym, jak Twoje słowa działają na moją wyobraźnię ;3
    Nie doczekałam się (i już się raczej nie doczekam) takiej "kompletnej" Nathandrei, ale cóż poradzić... Mimo wszystko uważam, że chociaż nie było to wprost napisane, oni coś do siebie czuli ;) Mój Nathan chociaż na koniec jeszcze odżył.
    Swoją drogą możesz jeszcze czasem napisać jakąś miniaturkę i tu wrzucić, jestem pewna, że ludzie zostaną i również chętnie przeczytają ;)
    Więc czas już pożegnać się z historią, której mówię oficjalne "do widzenia" ;)
    My oczywiście kontaktu nie urywamy, także do napisania ;D
    Czekam na prolog na nowym blogu i życzę takiego samego, albo i większego sukcesu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Kiedyś ten koniec musiał nastąpić (:
      Cieszy mnie bardzo, że masz takie zdanie, choć ja swojego nie zmienię. Niemal zawsze podchodzę krytycznie do swoich dzieł, więc... W sumie to nie ma się czym przejmować xD
      Dziękuję bardzo za tyle miłych słów i pochwał, choć na tyle nie zasługuję ♥
      Dziękuję za pomysł z miniaturkami. Zobaczę, co z tego wyjdzie ;)
      Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz dziękuję! xoxo :***

      Usuń
  2. To już koniec. Jak ten czas szybko leci! Jeszcze pamiętam jak niedawno wchodziłam w twój świat :D. A wracając do epilogu,bardzo szkona mi Theo, biedny tak naprawdę został bez niczego :<. I ogólnie bardzo też jest mi szkoda wszystkich jej przyjaciół. Nie ma nic gorszego niż strata najbliższej ci osoby.
    Idąc ku końcowi, cieszę się, że udało ci się zakończyć historię i już nie mogę się doczekać twojej nowej przygody!
    Pozdrawiam :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Też doskonale pamiętam te początki xD
      Taak, strata kogoś bliskiego jest okropna :/ Ja też cieszę się, że udało mi się doprowadzić historię do końca :D
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  3. Szkoda mi przyjaciół i bliskich Andrei. Najbardziej chyba Theo, bo stracił całą rodzinę.
    Dobrze, że wszystkie rasy się pogodziły i mogą normalnie ze sobą żyć.

    Fajnie, że udało ci się skończyć to opowiadanie. Szkoda że to już koniec, ale z drugiej strony kiedyś się musiało skończyć.
    Czekam na nowe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Mi też ich szkoda, ale jak już kiedyś mówiłam, nie będzie happy endu... Dla bohaterów. Bo ogólnie to historia zakończyła się szczęśliwie :D
      Kiedyś musiał być koniec (:
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  4. Blog od początku do końca mi się bardzo podobał. Będę za nim tęsknic, tobie również życzę wesołych świat :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Dziękuję bardzo i cieszę się, że Ci się podobało ♥
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  5. Szkoda że to koniec mimo to dziękuję że odwarzyłaś się pisać tę chistorie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      To ja dziękuję, że w ogóle ją czytałaś. To wiele dla mnie znaczy ♥
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  6. Na początek powiem, że Twój blog jest pierwszy, który czytałam i który został zakończony. Aż mi trochę dziwnie, że to koniec i nie będzie nowych rozdziałów, bo tyle ich było, a teraz finito. Podziwiam, że wytrwałaś do końca i skończyłaś opka, nie przestałaś, nie opuściłaś go, tylko szłaś do końca. Gratulacje! Z pewnością jest to już jakieś małe osiągnięcie, bo nie każdy potrafi wytrwać. W tym czasie zrobiłaś ogromne postępy w pisaniu, a narracja trzecioosobowa jest dla Ciebie lepszym rozwiązaniem niż pierwsza. Widać, że wiele się nauczyłaś i dalej się uczysz, progres jest zdecydowanie widoczny i również można Cię za to pochwalić. Byłam prawie od samego początku i widać, że przeszłaś jakąś drogę, dzięki której teraz wiesz więcej. Coś już masz za sobą.
    Co do samego rozdziału, to czegoś mi jednak w nim trochę brakowało. Jakiegoś smutku czy żali po śmierci Andrei. Może dlatego, że nie byłam do niej zbytnio przywiązana ani nie kibicowałam jej. Szkoda mi Theo. Zastanawiam się tylko, dlaczego wcześniej jako duch nie udał się do swojej rodziny, a zrobił to dopiero po śmierci Andrei. Wtedy nie straciłby tyle czasu, na jakieś bezsensowne snucie się po ziemi, a spędzanie z najbliższymi. Miał na to w końcu 10 lat! Szkoda mi też matki Andrei i Theo... Widać, że bardzo przeżyła śmierć kolejnego dziecka i nie potrafiła sobie z tym poradzić, więc szukała ukojenia w innym świecie. To smutne, ale doskonale rozumiem ją. Nie wiem jak ja bym zniosła utratę kogoś bliskiego...
    Było parę literówek, ale teraz znalazłam na razie tylko dwie. Może jeszcze ktoś inny wyłapie te, co ja nie mogłam.
    "Czasami miał żal, jednak przypominał siebie wtedy powody jej śmierci" - sobie
    "Pomarańczoworóżowe niebo" - jeśli się nie mylę, to powinno być oddzielone dywizem

    Po czterech latach myślę, że powinni bardziej wrócić do normalnego życia i już nie zadręczać się tak śmiercią Andrei. Cztery lata to jednak jest trochę czasu i rana po stracie powinna się nieco zagoić. W końcu to nie wczoraj była walka. Chyba, że to była jakaś rocznica jej śmierci, to rozumiem, że mogliby wspominać ją. Zastanawia mnie również w jakim stanie zatrzymało się ciało Andrei. Czemu się nie rozłożyło? Wiem, że to ciało dhampira, ale chciałabym znać przyczynę tego.

    Na długo się nie rozstajemy, bo niedługo będziesz miała nowego bloga, więc będę czekać na niego.
    Życzę Wesołych Świąt! Oraz weny ^^

    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Ja jak na razie to natchnęłam się na trzy (możliwe, że więcej) blogi, które czytałam i zostały zakończone.
      Dziękuję bardzo za miłe słowa ♥
      Wiesz. Theo jest tylko duchem i nawet gdyby poszedł wcześniej, to za wiele by nie zdziałał :/
      Dziękuje bardzo za wyłapanie błędów, poprawię (i pomyśleć, że czytałam kilka razy ;-;).
      Przyczyna raczej wyjaśniona nie będzie, ale mogę Ci ją wyjaśnić. Wraz z Andreą umarła Mara, która była czarownicą, a jednocześnie duchem. Po śmierci ciało Andrei zastygło i już nie będzie się rozglądać. A żeby zabić czarownicę, to trzeba ją spalić... Można wyjaśnić to jednym słowem: Magia xD
      Dziękuję bardzo ♥
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  7. Świetny epilog, naprawdę. Nie uważam, że Twój blog to niewypał. Raczej moje opowiadania to niewypały ;) To już naprawdę koniec, nie mogę uwierzyć. Spodobało mi się to, że po tych wydarzeniach wszyscy zaczęli żyć w zgodzie. Jestem ciekawa czym zaskoczysz w nowym opowiadaniu :)
    http://hamster-and-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Dziękuję bardzo za miłe słowa ♥ Choć ja i tak zdania nie zmienię. Zazwyczaj podchodzę krytycznie do swoich dzieł.
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  8. To koniec. Epilog taki przemyśleniowy. Chyba był potrzebny, pokazałaś emocje towarzyszące bohaterom. Na Twój nowy blog wpadę na pewno! Zwiastun jest świetny! Następnym razem nie będę się sama brać za robienie żałosnych filmików, tylko zgłoszę się do Ciebie. Jeśli dasz radę :) To więc tyle. Obyś objadła się czekoladowymi jajkami do sytości!
    ~ Cam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Dziękuję bardzo! A Twoje filmiki wcale nie są żałosne, mi się podobają :D Jak tylko chcesz, na pewno wykonam ;)
      Dziękuję jeszcze raz ♥
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  9. Szkoda, że to już koniec. Pamiętam jakby to było wczoraj jak zaczęłam czytać tę historię. No, ale... wszystko ma swój koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Dziękuję bardzo. Koniec kiedyś musiał nastąpić (:
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  10. Nie bardzo wiem co napisać. Po epilogu spodziewałam się właśnie tego, co napisałaś. Że wszystko się uspokoiło, pamięć po Andrei przetrwała, a bliscy ludzie nadal pamiętają, co zrobiła. Najbardziej w ty wszystkim żal mi rodziców Andrei, bo to zniszczyło im życie. Najpierw Theo, potem Andrea... Ale to nawet dobrze, bo nie mogło się wszystko zbyt szybko skończyć;D

    Co do miniaturek, ja kliknęłam nie, bo nie lubię takich krótkich tworów. Także od razu mówię, że raczej nie będę nich czytać. Nigdzie nie czytam:D Natomiast idę już na prolog nowego opowiadania;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Dziękuję bardzo ♥ Koniec chyba był do przewodzenia xD Ale od początku nie planowałam, żeby zakończyło się tak całkiem szczęśliwie.
      Rozumiem. Ja też nie zawsze czytam miniaturki. No chyba że mam czas. To już co innego :D
      Dziękuję jeszcze raz! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  11. Tak, już jestem! :D
    Bardzo fajne wyjaśniające zakończenie całego bloga. :3
    Ogólnie cała ta opowieść nie jest wcale najgorsza, chociaż znajduje się w niej parę zbędnych mankamentów. Gdyby napisać to od nowa, może tym razem lepiej byłoby Ci stwierdzić, co zmienić i nad czym popracować. Myślę, że mimo wszystko fajnie było przychodzić tu i czytać. C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo kochana! :3
      Cieszę się bardzo. Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam xD
      Cieszę się, że tak uważasz, choć ja mam inne zdanie. Może rzeczywiście gdybym zaczęła pisać na nowo, byłoby lepiej, ale nie chcę xD
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***

      Usuń
  12. Hej, to ja :D
    Nigdy nie wiem, jak odnieść się do epilogów, więc na początek zajmę się samą treścią.
    Na początku musze powiedzieć, że mimo wszystko niedorzecznym mi się wydaje, że to ciało Andrei ta tam sobie leży i każdy może je podziwiać. O ile jest to opowiadanie fantasy i brak rozkładu mogę jeszcze jakoś zrozumieć, to po upadku z takiej wysokości ciało musiało wyglądać makabrycznie. Połamane, zakrwawione, kości powyginane w nienaturalny sposób. Przykro mi, ale to jest fakt, więc ja nie chciałabym wybierać się gdzieś, by coś takiego zobaczyć, bo to by było co najmniej odrażające. Chyba, ze ją jakoś ogarnęli, ale nie pamiętam o tym wzmianki (być może coś było, czytałam w piątek, więc może coś pominęłam)
    Jeśli chodzi o Dominica, to mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało. Poszedł szukać tego wilkołaka w odwecie za śmierć ojca, ale on był bardzo groźny i nie jestem do końca pewna, czy chłopak dałby mu radę, choć mimo wszystko jestem dobrej myśli.
    Brakowało mi jedynie Nathana, bo szczerze mówiąc widziałabym go bardziej jako jakiegoś wielkiego wampira po tym, co się starło, a było jedynie wspomnienie o Andie.
    A tak poza tym, to nie wiem, co mam tu jeszcze napisać. Może i pierwsze rozdziały były słabe, ale każdy jakoś zaczyna, nie zapominaj o tym! Ty zaczęłaś i jak każdy, rozwijasz się w trakcie pisania. Lecę teraz do prologu m kolejnego twojego dzieła i mam pewność, że jak będziesz je kończyć to te początkowe rozdziały też wydadzą ci się słabsze, choć pewnie takie nie będą. Ale to dlatego, że się rozwijasz i cały czas idziesz do przodu, więc pod żadnym pozorem nie wolno ci tego bloga żałować, czy uważać za coś złego. Andrea i jej przygody to były twoje starania i mnóstwo poświęconego czasu. A przecież nikt nie rodzi się idealny i każdy do tej perfekcji dąży w jakiś sposób. Ja osobiście jestem z ciebie dumna, o ile w ogóle mogę. I chciałabym ci pogratulować, że pomimo wszystko udało ci się tego bloga dokończyć, bo wielu osobom się to nie udaje. Więc moje gratulacje i do zobaczenia pod prologiem! :***

    OdpowiedzUsuń
  13. Co prawda zakończyłaś to opowiadanie już w marcu, a w tej chwili zbliża się koniec czerwca, ale jakoś nie sprawia to, abym miała zrezygnować z dodania komentarza. Tak! Nareszcie się pojawiłam i w wolnej chwili nadrobiłam to, co mnie minęło...
    Przykro mi, że Andrea nie żyje. Co prawda to było jedyne wyjście, ale przyznaję, że do ostatniej chwili miałam nadzieję, że znajdzie się jakieś inne. Jakoś ciężko mi zaakceptować fakt, że musiała zginąć... Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale w sumie polubiłam dziewczynę. Pocieszam się tym, że przynajmniej sama o tym zdecydowała i w ostatnich chwilach swojego życia, okazała się naprawdę silna. No i w pewnym sensie zwyciężyła. Poza tym pocieszeniem był powrót Nathana. Chociaż jego "zmartwychwstanie" wydało mi się po prostu swego rodzaju rekompensatą za śmierć głównej bohaterki.
    Ogólnie gratuluję Ci zakończenia tej historii - doprowadzenia jej do samego końca - mimo śmierci Andrei - szczęśliwego :) Osobiście uważam to za nie lada wyczyn, tym bardziej, że to opowiadanie ma 40 rozdziałów i to wcale nie krótkich. Nie wiem czy kiedyś i mi uda się osiągnąć tak zdumiewający wynik. Gratuluję! No i dziękuję za możliwość przeczytania tej historii! Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku miły! Tak ładnie Cię proszę! Skomentuj! *robię maślane oczka* To dla mnie bardzo ważne! Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie kolejny uśmiech na twarzy i motywacja do dalszego pisania! ♥