czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 3

       Ten wiatr... Jak ja mam u licha go zlikwidować?! Jeszcze nigdy nie wywołałam takiej wichury. Zawsze był to mały, niegroźny wiaterek, który zazwyczaj udawało mi się zlikwidować... Im staję się starsza, to tym mam większe trudności z użyciem mojego daru. Miałam już go prawie opanowany, a tu proszę! Wymknął mi się spod kontroli. Czy znowu przed dwa lata, albo i dłużej będę musiała się uczyć nad nim panować? A co, jeśli tym razem mi się nie uda i stanę się niebezpieczna dla otoczenia? Co ja wtedy zrobię? Ucieknę, czy co? Przecież to nie może się tak skończyć...    
       Wyszłam z klasy głośno zamykając przy tym drzwi. Czułam się już o wiele lepiej i nabrałam siły. Ucieszyłam się z tego powodu, bo miałam mieć teraz wf. Jak wyszłam na korytarz to wszyscy gadali o tym, co wydarzyło się na lekcji. To był chyba nowy news w szkole. Przez następne kilka dni nikt nie będzie gadał o niczym innym, tylko o tym. Masakra.
-Widziałaś jego minę?!
       Dopadły mnie Chloe z Nicole. Nawet nie wiem, która się mnie o to zapytała. Obie uśmiechały się promiennie, ale najbardziej Nicole. Ucieszyłam się, że tak bardzo ją to cieszy. Zrobiło mi się z tego powodu ciepło na sercu.
-Jasne, że widziałam. Ale była beka!- zaśmiałam się głośno.
-Lewis nie zapomni tego do końca życia!- mówiła Chloe.
"Ja szczególnie ", pomyślałam zmartwiona.
-Ale wiecie, co było w tym wszystkim dziwne?- ciągnęła swój monolog Chloe.
-Nie- powiedziałam przeciągle.Tak naprawdę to domyślałam się, że chodzi jej o ten wiatr.
       -Widziałyście, jak to okno się otworzyło? Przecież wcześniej było zamknięte. To nie jest normalne, że tak nagle się otworzyło- powiedziała tonem, jakby właśnie odkryła coś ważnego.
       Szłyśmy szkolnym korytarzem w stronę sali gimnastycznej. Wzrok miałam utkwiony w podłogę. Zastanawiałam się właśnie nad tym, jak mam zlikwidować ten wiatr. Nikogo o pomoc nie poproszę, bo nikt przecież nie wie, że to ja go wywołałam.
       -No, ale może okno było przymknięte?- powiedziała z namysłem Nicole.
       -Załóżmy, że tak było- zgodziła się Chloe- ale jakie wytłumaczenie znajdziesz na ten wiatr?
      Nicole zabrakło słów. Widocznie nie mogła znaleźć na to racjonalnego wytłumaczenia.
      -Patrzyłam przez okno, gdy ten wiatr się zerwał. Wcześniej go nie było- ciągnęła swój monolog przyjaciółka.
       Zrobiła taką minę, jakby się nad czymś zastanawiała, a po chwili powiedziała tonem, który do niej nie pasował:
       -Dziwne to wszystko.
       Nie wiem dlaczego, ale coś mnie tknęło, żeby zawrócić i wyjść na dwór. Nie odpowiadając na pytania przyjaciółek, co robię, szybkim krokiem przeszłam przez cały korytarz i wyszłam na dwór. Powiew wiatru dmuchnął mi w twarz. Był bardzo chłodny. Jak w zimie. Jak dobrze, że miałam na sobie swój sweterek, bo chyba bym zmarzła...
       -Ale zimno- jęknęła Nicole.
       -Ten wiatr...- zaczęła nieswoim głosem Chloe.- Jest jakiś dziwny... Taki magiczny...
       "Nawet nie wiesz ile jest prawdy w tym, co mówisz...", pomyślałam i uśmiechnęłam się smutno.        Zeszłam po schodach i ruszyłam w stronę ławek. Bynajmniej ja, bo moje przyjaciółki stały w miejscu. Wiatr był taki silny, że trudno było mi iść.
        -Andrea!- krzyknęła Nicole.- Wracaj do budynku!
        Nie słuchałam jej się i usiadłam na ławce. Wydawało mi się, że jak posiedzę na świeżym powietrzu, to uda mi się wymyślić, jak zatrzymać ten wiatr.
       -Halo! Ziemia do Andrei!- Chloe pomachała mi ręką przed oczami.Kiedy się tu znalazła?
       -Co?- spytałam. 
       -Wracamy- powiedziała stanowczo i pociągnęła mnie za rękę.
       -Ja tu jeszcze posiedzę...- odparłam bez przekonania i wyszarpałam rękę z jej uścisku.
       Chloe wzruszyła ramionami i usiadła obok mnie. 
       -Ale dudni w uszy- krzyknęła Nicole i podbiegła do nas, po czym usiadła na ławce.
      Zamknęłam oczy. W głowie krążyło mi tyle myśli, ale i tak nie mogłam się nad niczym skupić. Zaczęłam żałować, że w ogóle się urodziłam. Teraz jak miałam zlikwidować ten wiatr? Było mało prawdopodobne, że mi się uda... Dlaczego taki los spotkał mnie? Dla czego to ja mam ten dar?! Ludzie nie wiedzą, że na świcie znajduje się człowiek, który nie jest taki jak inni ludzie, że tym człowiekiem jestem ja i ja wywołałam ten wiatr!
       Ciągle myślałam o tym feralnym wydarzeniu. Skupiłam się na wietrze. Może uda mi się go w końcu zlikwidować? Ciągle myślałam o tym, żeby się choć odrobinę zmniejszył. Westchnęłam ciężko, kiedy moje próby szły na marne. Mimo to próbowałam dalej. Byłam całkowicie skupiona na swoim zadaniu. Duchowo wcale mnie nie było chyba, że fizycznie. Czułam, że na czole pojawiają mi się krople potu. Mimo wiatru, zrobiło mi się gorąco. Nie wiem ile czasu minęło, ale nie udało mi się zlikwidować tego wiatru. Zacisnęłam mocniej powieki i skupiłam się jeszcze bardziej. Na maksa. Nagle zrobiło mi strasznie słabo. Zakręciło mi się w głowie i przez chwilę myślałam, że zemdleję. Złapałam się ławki, żeby z niej nie zlecieć. Otworzyłam oczy. Wiatr zmalał na sile. Nie zniknął, ale ważne, że nie był już tak silny. Uśmiechnęłam się szeroko. Byłam wykończona. To naprawdę jest męczące. Miałam u duchu nadzieję, że wiatr ponownie nie zwiększy się na sile...
-O... Wiatr już tak nie wieje- powiedziała Chloe. -Był już dzwonek?!- Nicole prawie krzyknęła.
-Zaraz sprawdzę- powiedziała Chloe i popatrzyła na zegarek w telefonie.
Zajrzałam jej przez ramię i wytrzeszczyłam oczy.
-Wf!- krzyknęłam i pędem ruszyłam w stronę wejścia do szkoły.
       Chloe z Nicole też zerwały się na równe nogi i pobiegły w ślad za mną. Mówiąc szczerze, to normalny nauczyciel nie zrobiłby wielkiej afery z tego, że uczeń spóźnił się na lekcję. Co najwyżej zrobiłby ci kazanie, ale nauczycielka wf-u jest inna. To żona Lewisa i nie znosi spóźnialskich. Poza tym ma ten sam charakter, co jej mąż. Gdy ktoś spóźni się na jej lekcję, karze biegać dwadzieścia długości sali, a sala ma czterdzieści cztery metry długości! Ta sala jest wielgachna. Babka jest chora na umyśle. Tak jak ja uważają wszyscy, oprócz jej pupilków, którym wszystko odpuszcza. Nie raz widziałam jak ktoś biega te długości sali. Nie zazdrościłam mu tego. Teraz ja będę musiała je biec! To chore... Po lekcji wf-u zawsze jestem wykończona, a teraz będę jaszcze bardziej! Mamo, ratuj! Przecież nie pobiegnę do dyrektora, by mu się poskarżyć. Nie uwierzy mi, bo burak szanuje żonę Lewisa i jego samego. Małżeństwo już sporo lat pracuje w tej szkole i z czego, co wiem to jeszcze dłużej niż dyrektor jest tu dyrektorem. Jak babka dowiedziałaby się, że naskarżyłam a nią, to miałabym do końca u niej przechlapane. Co za ironia losu!
       Z przyjaciółkami wpadłam do szatni i tam zaczęłyśmy się przebierać w swoje stroje do ćwiczeń. Były to granatowe spodenki i biała koszulka z logo szkoły. Masakra. Założyłam buty na wf i w tym właśnie momencie wpadł mi do głowy świetny pomysł.
-A może zerwiemy się z tej lekcji?- zapytałam. To było do mnie nie podobne, ale byłam taka zmęczona i nie chciałam biegać.- To tylko wf.
-Andie! I ty to mówisz?- zdziwiła się Chloe.
Tak, wiem. Pilna uczennica.
-To najlepsze rozwiązanie, jeśli nie chcemy biegać- powiedziała z uznaniem Nicole.
       Już się nie przebierałyśmy, bo uznałyśmy, że nie ma potrzeby. Schowałyśmy ciuchy do swoich toreb i wyszłyśmy z szatni. Przedtem sprawdziłam, czy nikt nie patrzy w naszą stronę. Grali w halówkę, więc trudno było uciec niezauważonym. Mimo wszystko puściłyśmy się pędem. Biegłyśmy dopóki nie zniknęłyśmy w widoku z sali gimnastycznej. Ale heca, uciec z lekcji!
-Wiejmy z tej szkoły- ponagliła nas Chloe.
       Już miałyśmy iść, gdy usłyszałyśmy, że ktoś idzie. Przestraszyłyśmy się nie na żarty. Najbliższa toaleta była dopiero na końcu korytarza, a wyjście ze szkoły jeszcze dalej! To za daleko! Co robić?!
-Za mną!- powiedziałam szeptem. Głos mi drżał.
       Pomieszczenie, gdzie panie sprzątające trzymały rzeczy do sprzątania znajdowało się koło nas. Na szczęście było otwarte. W sumie to zawsze było. Nikt ich nigdy nie zamykał, a później dziwili się, że coś zniknęło.Otworzyłam drzwi i tam razem z przyjaciółkami weszłam. Fuj! Ale smród! Myślałam, że się porzygam! Tan zapach domestosu i innych świństw. Brr. W pomieszczeniu było strasznie ciasno i ledwo, co tam wszystkie się mieściłyśmy. Musiałyśmy stać nieruchomo w niewygodnych pozycjach, by niczego nie ruszyć, bo to narobiłoby hałasu, ale i tak byłyśmy oparte o drzwi, bo inaczej się nie dało. Nie wiem ile tak stałyśmy, ale dla mnie to była wieczność. Najgorsze w tym wszystkim było, że coś zaczęło mnie swędzieć w nosie. Zbierało mi się na kichanie. Wiedziałam, że nie mogłam tego zrobić, bo bym nas wydała, ale to było bardzo trudne do wykonania. Wstrzymałam oddech, bo myślałam, że to pomorze, ale nie.
-Zaraz kichnę- poinformowałam z wielkim, bólem przyjaciółki.
-Nie! Powstrzymaj to- błagała Nicole z Chloe, ale było już za późno.
       Już po chwili kichnęłam. Nie umiałam tego zrobić cicho, bo nie umiałam. Nigdy mi to nie wychodził. Za drzwiami było słychać coraz głośniejsze kroki. Ktoś szedł. Skrzywiłam się.
-Przepraszam was- wyjąkałam. Oczy zaczęły mi łzawić.
       Po chwili drzwi się otworzyły. Od razu runęłam na podłogę, a razem ze mną i Nicole. Tylko Chloe utrzymała się na nogach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed samymi oczami sportowe buty. Już wiedziałam kto to. Podniosłam głowę i ze złością stwierdziłam, że nauczycielka wf-u uśmiechała się złośliwie. Mogłam się tego po niej domyślić. Uśmiechnęłam się niewinnie, gdy na mnie popatrzyła.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- zapytała tonem, którego nienawidziłam z całego serca.
       Przełknęłam nerwowo ślinę. Zrobiło mi się głupio, bo gdybym nie kichnęła, to nauczycielka by nas nie znalazła i dawno byłybyśmy poza szkołą. Teraz będziemy wszystkie miały przechlapane i to wyłącznie z mojej winy...
-No wstawać!- popędziła pani Lewis.
       Z Nicole podniosłam się z podłogi. Byłam strasznie słaba. Dopiero teraz zorientowałam się, że przy upadku mocno walnęłam kolanem w podłogę. Trochę mnie bolało,ale dało się to znieść. Z przyjaciółkami niczym potulne baranki poszłyśmy za nauczycielką. Na początku chciałam uciec, ale uznałam, że nie ma po co, skoro już nas znalazła. Byłam na siebie zła. Spojrzałam na przyjaciółki wzrokiem, który wyrażał moje przeprosiny. Dziewczyny uśmiechnęły się do mnie. To mi wystarczyło by stwierdzić, że mi wybaczyły. Doszłyśmy do sali gimnastycznej. Wszyscy tam zebrani od razu popatrzyli w naszą stronę. Paula, która tam stała wytrzeszczyła oczy, gdy nas zobaczyła. Uśmiechnęłam się do niej krzywo, ale ta dalej na nas patrzyła.
-No to biegamy dziewczynki!- powiedziała nauczycielka.
-Ile?- Z wielkim trudem wykrztusiłam tak proste pytanie.
-Piętnaście okrążeń- powiedziała z tym swoim uśmieszkiem.
-Cała sala dookoła?!- Chloe prawie krzyknęła.
-Tak.
       Zerknęłam kątem oka na Chloe. Miała buzię szeroko otwartą, a jej oczy wyrażały niedowierzanie. Stała jak oniemiała. Ja sama byłam zszokowana. Przecież sala ma czterdzieści cztery metry na trzydzieści. Jeśli mamy biec okrążenia, to obwód wynosi sto czterdzieści osiem metrów. Jęknęłam. Mamy biec piętnaście okrążeń?! Przecież to dwa kilometry z hakiem! Ona oszalała. Jest zdrowo rąbnięta!
       -Przecież to dwa kilometry - powiedziała cicho Nicole.
       -I co z tego?- powiedziała babka słodko- Guzik mnie to obchodzi. Zabierać się do biegania.
       Stałam z przyjaciółkami zszokowana. Nie widziałam, czy mam się śmiać, czy płakać.
       -Biegać- wrzasnęła nauczycielka tak głośno, że myślałam, że bębenki mi popękają.- Nie zrozumiałyście polecenia? Chcecie biec dodatkowe dziesięć okrążeń?
      Tego to ja już się wystraszyłam. Bez chwili zastanowienia zaczęłam biec, a za mną ruszyły Chloe i Nicole.
-A wy grajcie dalej w halówkę- zwróciła się do reszty klasy.- Chyba, że macie ochotę biegać.
       Klasa zabrała się do gry. W sumie to bez sensu taka groźba, bo za piłką i tak muszą biegać. W tym momencie jednak mało mnie to obchodziło. Ja musiałam biec i to dwa kilometry! W głowie mi się to nie mieściło. Na początku biegłam truchtem, bo chciałam oszczędzić sił, ale nauczycielka mnie poganiała. Nie wiedziałam, czy liczy te okrążenia, ale modliłam się w duchu, żeby ich nie liczyła. Sama liczyłam okrążenia, ale to trwało wieki. Czas dłużył mi się strasznie. Jeszcze byłam tak strasznie zmęczona... Gdy myślałam, że przebiegłam z pięć okrążeń okazywało się, że tak naprawdę przebiegłam dopiero niecałe dwa. Masakra. Jeszcze nie miałam na tyle siły, by biec bez chwilowych przerw. Zmniejszenie wiatru na sile totalnie mnie wykończyło...
       -Ile jeszcze?- zapytała Chloe. Ledwo to z siebie wydusiła.
       -Dopiero przebiegłyśmy trzy- odparła Nicole szeptem.
       Wspaniale! Złapała mnie kolka. Złapałam się za brzuch i zwolniłam. Strasznie bolało...
       -Wszystko ok?- zapytała mnie z troską w głosie Nicole.
       -Tak, tak- powiedziałam i wymusiłam się na uśmiech.
       Starałam się oddychać miarowo. Wdychałam powietrze nosem, a wydychałam ustami. Na kolką to troszkę pomogło, bo aż tak nie bolało.
       -Elson, nie obijaj się- popędziła mnie nauczycielka.
       Wygarnęłam bym jej to, co o niej myślę, ale nie miałam najmniejszego zamiaru zaczynać z nią wojny. Zatrzymałabym się, jednak nie chciałam by pomyślała, że mam kiepską kondycję. Uciechy jej z tego nie dam. 
      -Wymiękasz?- spytał złośliwie Nathan, gdy go mijałam nie wiem który raz. Spiorunowałam go wzrokiem i przyśpieszyłam tak, że dogoniłam przyjaciółki.
       Przebiegłyśmy już cztery okrążenia. Miałam tego serdecznie dosyć. Myślałam, że padnę! W duchu myślałam, że babka w końcu się nad nami zlituje, ale gdy na nią patrzyłam, to od razu traciłam nadzieję. Czułam, że na twarzy mam wypieki. Musiałam je mieć, bo moje przyjaciółki też je miały. Gdy skręcałam, to te kilka metrów biegłam z zamkniętymi oczami. Dopiero gdy wiedziałam, że zaraz będę musiała skręcać to je otwierałam. Nawet nie wiem, kiedy wyprzedziłam dziewczyny. Cieszyłam się, bo miałam nadzieję, że szybciej skończę biegać, ale byłam już taka padnięta. Nie miałam sił, żeby utrzymać się na nogach... Wiedziałam, że z czasem Nicole albo Chloe mnie wyprzedzą. Obie są wytrzymałe. Ja nie zawsze dobiegałam do końca, gdy biegliśmy na długi dystans, bo nie jestem aż tak bardzo wytrzymała. Czasami zdarzało się, że dobiegłam, ale wtedy to byłam na szarym końcu. Westchnęłam. Biegłam coraz wolniej. Opadałam z sił. Kątem oka zauważyłam, że grupa w ogóle nie koncentruje się na grze, a Alex o coś kłóci się z nauczycielką. Zaczęłam baczniej się wszystkim przyglądać. W pewnym momencie natknęłam się na wzrok Nathana. Jego twarz była bez wyrazu, ale w jego oczach zobaczyłam coś jakby współczucie. Byłam w szoku. Czy jemu jest mnie żal, czy tylko mi się wydaje? Zdziwiło mnie to tak bardzo, że potknęłam się o swoje nogi i o mało, co nie runęłam na podłogę. Ale niezdara ze mnie.
      Zwolniłam trochę, bo przez to wszystko zapomniałam o liczeniu okrążeń. Pozwoliłam, żeby Nicole mnie dogoniła i wtedy zapytałam:
      -Ile jeszcze?
      -Yyy... dziesięć- wysapała dziewczyna. Ledwo, co ją słyszałam, a była czerwona jak burak.
       Nogi się pode mną ugięły. Myślałam, że padnę. Tak bardzo chciałam zniknąć. Zatrzymałam się, ale nauczycielka na mnie warknęła, więc powróciłam do biegania. Bieganiem to tego raczej nie można było nazwać. To nawet nie był trucht! Ślimaki mnie doganiały. Ruszałam się jak mucha w smole. Ja chcę do domu! Tu i teraz!
       Alex dalej dyskutowała z nauczycielką, ale tym razem do dyskusji dołączyli Paula i Matthew. Babka nie patrzyła. Uff. Zatrzymałam się, by odsapnąć. Nagle poczułam wielką chęć, żeby się położyć na podłodze, ale nie mogłam, bo gdyby nauczycielka popatrzyła na mnie, to musiałabym w tym momencie zacząć biec. Kiepska sprawa. Nagle nauczycielka wychyliła się zza Matthewa i na mnie popatrzyła. Speszona zaczęłam biec. Szybciej niż przedtem, ale już po chwili się zatrzymałam, bo miałam taką kolkę, że po prostu nie mogłam dalej biec. Chloe zatrzymała się i padła na kolana obok mnie.
        -Nie mogę- wydusiła z siebie.
        -No niech pani im odpuści!- krzyknęła Alex wręcz błagalnie.- I tak już dużo przebiegły.
        "Dużo" moja droga, to za mało powiedziane.
        Zapadła głucha cisza. Wydawało mi się, że wszyscy wstrzymali oddechy. Słyszałam tylko szybkie bicie własnego serca.
       -Siadać na ławkę- powiedziała stanowczo nauczycielka, ale w tym właśnie momencie zadzwonił dzwonek.
       -Ale się nasiedziałam- jęknęłam. Usłyszała to tylko Chloe, która klęczała obok mnie.
       Z klasą, a mianowicie z dziewczynami, udałam się do naszej szatni. Ja to wlokłam się po ścianie. Nie miałam już na nic sił. W przebieralni od razu usiadłam na ławce, bo musiałam trochę odsapnąć.
       -Nienawidzę babki- syknęła Nicole. Jej czarne oczy nadal miotały błyskawice.
       -Ja też- powiedziała Paula, która znalazła się koło nas.- Jest sto razy gorsza od swojego mężusia.
       -Zgadzam się- jęknęła Chloe. Usiadła obok mnie i oparła się o mnie, po czym wypiła całą butelkę wody.- Jak dobrze, że nie wypiłam jej na stołówce.
       Nagle mi też zachciało się pić. Wzięłam z torby swoją wodę i tak jak Chloe, wypiłam ją całą. Od razu poczułam się lepiej.
       -Z dzisiejszej lekcji zapamiętałam jedno- zaczęłam.- Nigdy nie spóźniaj się na lekcję wf-u.
       -Popieram- powiedziały równo Nicole i Chloe.
       Zaczęłam się przebierać. Szczerze, to nie miałam na to siły, ale musiałam. Z wielką trudnością ściągnęłam buty, a następnie spodenki i założyłam spódnicę. Ściągnęłam też koszulkę, by założyć tą przeklętą białą koszulę. Co najgorsze była z długimi rękawami. Wkurzyło mnie to. Rozpięłam guziczki przy rękawach i podwinęłam rękawy. Strój wrzuciłam do torby. To samo zrobiłam ze sweterkiem, w którym przyszłam do szkoły. Nie miałam zamiaru go zakładać. Przeżywałabym wtedy katusze. W szatni zostałam tylko ja, Amanda i jej przyjaciółka Lissa. Obie zabierały się już do wyjścia. Super. Tylko ja się tak ociągałam. Westchnęłam. Sięgnęłam do torby po swoje baleriny, ale ich tam nie było. Zdziwiłam się. Przeszukałam torbę, ale nic tam nie było oprócz książek. Chciałam się zapytać Amandy i Lissy, czy nie widziały moich butów, ale ich już nie było. Zaczęłam się więc rozglądać po szatni i w końcu je znalazłam. Były pod ławką. Musiałam je zapomnieć, gdy z Chloe i Nicole uciekałam z wf-u. Założyłam je, a buty na wf schowałam do torby. Wstałam z ławki. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mogłam chodzić. Byłam taka padnięta. Szłam jak stara babcia. Dobrze, że nikogo nie było w pobliżu. To byłby obciach. Wyszłam z szatni kiedy do głowy wpadł mi pomysł, żeby zemścić się na nauczycielce wf-u.


Hej! I mamy nowy rozdział! Podoba się? Zapraszam do komentowania! Jeśli zdarzyły się jakieś literówki, to serdecznie za nie przepraszam. Każdemu się zdarzają, a szczególnie mi :/ Czekam na opinie i proszę komentować szczerze. Jestem przygotowana na wszelkiego typu komentarze. Nawet na te krytykujące ;p Jeśli ktoś chciałby być informowany o nn, to zapraszam do zakładki "Informowani" =D Buziaczki i do napisania ;*
PS. Dziękuję wszystkim za to, że poświęcacie swój cenny czas na czytanie mojego bloga. To naprawdę dla mnie bardzo cenne ;*

madziula0909

35 komentarzy:

  1. Właśnie dzisiaj się zastanawiałam, kiedy pojawi się u ciebie nowy rozdział, bo historia naprawdę mnie wciągnęła :3 Dziękuje oczywiście za poinformowanie mnie!
    Co do opowiadania to zastanawiam się, cóż za zemstę wyszykuje nasz droga Andrea?
    Babka od wychowania fizycznego jak i nauczyciel matematyki powinni iść na jakąś terapię, co za dyrektor ich zatrudnił?! Ktoś powinien napisać wniosek, czy podanie, a najlepiej skargę na tych dwoje. Nie mają żadnych pedagogicznych podejść do uczniów!
    Normalnie się wzburzyłam!
    Współczuje, co nie miara głównej bohaterce!
    Najbardziej podoba mi się, to jak męczy się z czarami. Niby powinna umieć opanować wiatr, ale w końcu dawno z niego nie korzystała, a aby być dobra baletnicą trzeba ciężko pracować :3
    Postać Nathaniela jest naprawdę tajemnicza, a czy mi się wydaje, czy on na swój dziwaczny "męski" sposób ją podrywa? Faceci są naprawdę dziwni! Czy oni ze sobą będą?
    Zastanawiam się, czy Nathaniel jest takim normalnym nastolatkiem za jakiego chce uchodzić. Mój (zmyślony) zmysł detektywistyczny podpowiada mi, że główna bohaterka, czy będzie chciała, czy nie zostanie wciągnięta w inny świat, a w nim na pewno za towarzysza dostanie Nathaniela.
    Ach, no i co z Alex? To przyjaciółka Andrei, nie? Zastanawia mnie jej nowy chłopak, bo o ile dobrze pamiętam miał tak samo na imię jak zaginiony brat głównej bohaterki...
    Moim zdaniem piszesz bardzo fajnie, opisy masz, błędów rażących w oczy jak laser nie robisz :D Twoje opowiadanie ma ręce i nogi, humoru w nim nie brak, a twój styl pisania jest lekki i przyjemny. Moim zdaniem reprezentujesz wszystko, co lubię. Niestety nie wytknę Ci błędu, bo naprawdę rzadko kiedy je widzę (nawet sama je solę!).
    Jeszcze raz dzięki, ze mnie powiadomiłaś :3
    Życzę naturalnie i oczywiście morza weny, góry pomysłów i mnóstwo czasu wolnego!
    Pozdrawiam ^^
    http://life-of-heros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że podoba ci się mój blog. To naprawdę dla mnie bardzo cenne i doceniam to, że w wolnym czasie czytasz moją historię ;* Jeśli chodzi o nowego chłopaka przyjaciólki Andrei, to musisz jeszcze poczekać. Mam zamiar zrobić tak, żeby pojawił się w 5 rozdziale. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, witam, witam ;) rozdział przeczytałam jednym,tchem tak jakoś mało czasu zajęło mi jego czytanie ^^ a czytało się bardzo lekko i przyjemnie.
    W ogóle nie rozumiem zachowania tego,małżeństwa nauczycielskiego. Takie pastwienie się nad uczniami powinno być surowo zabronione. Już dawno powinni z tej szkoły wylecieć,i,w,ogóle nie pracować w swoim,zawodzie. Ale,tak to jest, kiedy nauczyciele mają dobre stosunki z dyrektorem i są z nim na ty- wtedy i tak zawsze,wyjdzie, że to,uczeń jest tym złym. Ale tak to,już jest.
    I cały czas,zastanawiam się nad postacią tego całego Nathana. Widać, że nie lubi Andrei, ale pewnie też nie bez powodu się tak, a nie inaczej. Jestem ciekawa, jak to rozwiniesz dalej :)
    Czekam na ciąg dalszy.
    Weny i do napisania,
    Lilka24

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja historia jest coraz bardziej wciągająca. Super. Czekam na next. ~Alice
    P.S. Zapraszam na nowe notki na
    nowezyciealicecullen.blogspot.com
    syriusz-black-i-dorcas-meadowes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział! Coraz bardziej wciąga mnie to opowiadanie!
    Pozdrawiam Little Shadow
    P.S. Pojawiły się nowe notki na moich blogach zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oki, już lecę czytać (~.^) Cieszę się, że podoba ci się moja historia. Pozdrawiam ;*

      Usuń
  6. Jak ja nie znoszę takich nauczycieli! Biedne dziewczyny. Nathan coś do niej ma, tylko pytanie brzmi czemu? Pewnie niedługo się tego dowiemy. Rozdział fantastyczny i czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  7. wkurza mnie czcionka, nie wiem czemu - zamiast się skupić na czytaniu, marszczę brwi xD I dlaczego małe szanse, że odwiedzę Twojego bloga? Staram się przeczytać wszystko co mi podadzą w spamie. Poza tym Twój opis mnie zaciekawił :D Ale do rzeczy: opowiadanie dość ciekawe, oczywiście akcja rozwija się powoli i często musiałam się trochę zastanowić żeby wyciągnąć wnioski z lektury. Piszesz w narracji pierwszoosobowej ( nie cierpię tej narracji, bo skupiamy się wtedy na sobie, nie poznając reszty bohaterów ) ale u Ciebie jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. :) Więc pisz ile wlezie bo historia ma potencjał!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! :*

    A także zapraszam do mnie, choć nowy rozdział dopiero po świętach : http://czasniedzialananaszakorzysc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że właśnie nie tylko mnie trochę denerwuje fakt, że tekst jest napisany kursywą. W pewnym sensie jest to utrudnienie dla czytelnika, akurat to mogłabyś zmienić :) Co do rozdziału... cóż, mogę stwierdzić tylko, że współczuję tym dziewczynom. Chociaż generalnie nie jestem typem osoby nienawidzącej sportu (uwielbiam rolki, rower, basen...) to jednak biegać szczerze nienawidzę i gdybym tak miała dwa kilometry przebiec (pierwotnie około tyle miały :D) to chybabym pozwoliła komuś na zastrzelenie mnie :D Podoba mi się w całej tej historii, że chociaż występuje pewien chłopak, to jednak nie jest on "najprzystojniejszym w szkole. Dopiero co przyszedł do mojej klasy, usiadł obok mnie bo nigdzie miejsca nie było, a ja jestem taką buntowniczką, która nie odzywa się do nikogo, każdy unika mnie szerokim łukiem bla bla bla". Duuuuży plus za kompletnie pominięcie czegoś takiego :) Co ja mogę powiedzieć... historia ma potencjał, nie ma banałów i widać, że piszesz coś, na co masz pewien pomysł :) Mam prośbę - mogłabyś mnie powiadamiać o kolejnych rozdziałach? :)
    Chciałabym Cię również zaprosić do mnie. Każdemu jest z pewnością miło, kiedy zyskuje nowych czytelników czy też może przeczytać opinie na temat swojej twórczości, więc naprawdę byłabym radosna, gdybyś mnie odwiedziła :)
    http://dogonic-szczescie.blogspot.com/
    Pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zmieniam czcionkę na normalną (~.^) Tak bardzo się, że podoba ci się moja historia :D Z chęcią odwiedzę twojego bloga ^.^ Pozdrawiam ;*
      madziula0909

      Usuń
  9. Siemanko!!! :D
    Rozdział jest no... jakby to powiedzieć... GENIALNY!!!!
    Hehehe.... Myślę, że Nathan będzie bardzo bliską i ważną osobą dla Andrei. Może teraz jej dokucza ale później ^^
    No nie wiem czy dobrze myślę. Zobaczymy ;D zazwyczaj moje podejrzenia się nie sprawdzały więc teraz niecierpliwie czekam na dalsze losy.
    Mam nadzieję, że dodasz za niedługo!!!
    Współczuję dziewczynom. Bieganie... Grrr...
    Czekam strasznie niecierpliwie na nn!!
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Wesołych świąt!!! Duuuużo prezentów pod wielgachną choiną!!! :D
    historie-ktore-pisze-zycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko... Jeszcze nigdy nie czytałam czegoś takiego... Ja nie nigdy nie wymyśliłabym takiej historii... I zgadzam się z przedmówczynią, z tym o Nathanie :D
    Życzę Ci duuużo weny i Wesołego Jajka xD
    Zapraszam na http://cordelia-north.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. rozdział jest cudowny <3
    chętnie bym się rozpisała o tym jaki jest świetny, ale jest tak świetny, że brakuje mi słów :)
    masz niesamowity talent do pisana i mam nadzieję, że nie zmarnujesz go :)
    z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)
    @swagie_baby

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć!
    Czyżby znowu Andrea planowała wywołać wichurę, zamieć śnieżną albo tego typu rzeczy? Ja od zawsze myślałam że intensywność tych mocy w przypadku akurat mojej bohaterki zależy od emocji i właściwie tak to jest. A tutaj ona może to sobie tak po prostu włączać wyłączać? Jak to jest? Andrea chodzi do liceum czy gimnazjum bo nie wiem? To chyba zależy kto ile ma lat. Można mieć szesnaście lat i chodzić do gimnazjum, albo do liceum, chociaż ja się w tym nie orientuje za bardzo. Ja tez pamiętam że miałam takiego nauczyciela w gimnazjum francowatego, chociaż my właściwie w siatkówkę tylko napieprzaliśmy. A że u mnie z siatką to niekoniecznie... Więc nie grałam. Dalej ten cały Nathan... Ja wiem że go nie było w rozdziale, ale u tak o nim napisze. To on... Tak zaczepia główną bohaterkę bo... Chyba mu się spodobała ona. Na miejscu Andrei nie szalałabyn tak z tą mocą, bo ktoś się może domyślić o co chodzi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Andrea chodzi akurat do pierwszej klasy liceum, tak jak jej przyjaciele (mogłam jednak wspomnieć o tym w pierwszym rozdziale) (: Jeśli chodzi o dar bohaterki... Andrea potrafi ( częściowo) panować nad swoimi umiejętnościami, ale ich intensywność jest spowodowana emocjami (jest to zależne, jak bardzo te emocje są silne) . W tym rozdziale siła jej daru jest spowodowana radością, dla tego wywołała ten wiatr (nieświadomie).
      madziula0909

      Usuń
  13. A więc wszystko sprowadza się do jednego - zemsty na nauczycielce;D Ciekawa jestem co takiego wymyśli. Oby tylko nie przesadziła, bo potem mogłaby tego gorzko żałować. Bardzo fajnie przekazałaś zmęczenie dziewczyn, ale jako młode silne osóbki powinny mieć chyba trochę lepszą kondycję;D Rozśmieszyły mnie, że po 3 okrążeniach były takie zmachane;D I Nathan oczywiście musiał dorzucić coś od siebie... Mało go coś było w tym rozdziale! ;D

    Czekam na następny i życzę Wesołych Świąt!:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Mówiłaś, że są małe szanse na to, że wpadnę. Ale jestem! :D Dziękuję serdecznie za link, bo Tw historia jest naprawdę wciągająca. Ja sama pisze o wampirach, bo uwielbiam takie historie :)
    Hmm... Nathan zdecydowanie coś do niej ma i mam nadzieję, że jak najszybciej dowiemy się co :)
    Czekam z niecierpliwością na nexta i życzę WESOŁYCH ŚWIAT! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Piszesz naprawdę świetnie. Odkryłam twój blog dzisiaj i jednym tchem przeczytałam wszystkie rozdziały. Nie mogę się doczekać dalszego rozwoju akcji ^-^ Uwielbiam opowiadania w takim stylu. Oficjalnie zostaję twoją czytelniczką. Wpadnij też do mnie, jeśli chcesz i zostaw komentarz, a będę bardzo wdzięczna ;) No i wesołych świąt!

    welcome-to-the-world-ww.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Och kochana, literówki :c Wyszukałam ich parę.
    To co rzuca się w oczy to strasznie pospolity język. Niektórych słów, nawet nie ma w słowniku. Sądzę, że mniej slangów byłoby tutaj wskazane :) Sytuacja ciekawa. Udało jej się opanować wiatr. Co do biegania... to wcale nie miały dużo do przebiegnięcia xD :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagi xD Już lecę poprawić błędy. Literówki często mi się zdążają :/

      Usuń
  17. Buhahaha! Już nie mogę się doczekać aż Andy się zemści na Lewisowej. Ciekawe co zrobi?

    Wiesz, ja sobie tak pomyślałam czemu Nathan jest taki nieznośny. I nic nie mogę wymyślić. Ale ponoć kto się lubi, ten się czubi, wiec może... On się w niej buja? Ale wątpię.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zgadzam się z Paulą. Ta babka to idiotka!
    Ciekawe,co zrobi An.
    Lecę czytać dalej, może się dowiem.
    Dravelia

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej hej hej!
    Piąty rozdział zaliczony, teraz czas na komentarz.
    Hmm... Czy przez cały pobyt w szkole Andie skupiona będzie na zemście?
    Nie no, ale baba od wf-u jest strasznie wredna. W komentarzach nade mną różne osoby pisały coś w rodzaju: "Eeee, to wcale nie było tak dużo, piętnaście okrazeń to nie tak dużo...". Oczywiście nie chcę nikogo urazić, ale ja wzięłam pod uwagę również wielkość sali, która była naprawdę imponująca.
    Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze wydarzenia i co zrobi Andie, aby zemścić się na nauczucielce.
    Pozdrawiam!
    Pusheen :3

    OdpowiedzUsuń
  20. Bohaterka jest strasznie mściwa i w sumie nie wiem czy to dobrze czy źle :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wredna babka, ale Andie się robi mściwa zauważyłam, nie wiem czy to dobrze oddziałuje na jej moce -.-

    http://zasnute.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej!
    No i mamy następnego walniętego nauczyciela :D Co za szkoła? :) Ja współczuję dziewczynom, jak one tam wytrzymają? No i ciekawe jaką zemstę wymyśli Andrea :D
    Pozdrawiam,
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję! Tak bardzo się cieszę, że Wam się podoba! To dla mnie naprawdę wielka radość! :***

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja na miejscu tych dziewczyn to i tak bym poszla do dyrektora albo chociaz sie zbuntowala i nie biegala. Tak...czego to mnie szkola nauczyla xD serio im wspolczuje, bo ja po minucie bym padla, taka jest moja kondycja xD
    Jutro sprobuje nadrobic troche rozdzialow, bo oczy mnie troche juz bola a bialy tekst na czarnym tle niestety mi nie sprzyja :/ to jedyne, co mi utrudnia czytanie.
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :D Ja też na miejscu dziewczyn poszłabym do dyrektora, ale on zawsze może nie uwierzyć. Tak już jest, jak ma się dobre stosunki z nauczycielami. W końcu komu uwierzy? Pracownikowi, który pracuje u niego już tyle lat,czy raczej jakiemuś uczniowi? Choć ja też to bym szybko padła. Naprawdę! Skądś już to znam -.- Och! Jak przeszkadza Ci kolor czcionki, to jutro zmienię! Tylko nie mogę zapomnieć! (: Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :*

      Usuń
    2. No w sumie tak, ale dyrektor powinien teoretycznie pomagac uczniom... Tylko w praktyce gorzej.
      Jak mi wieczorem nie zabiora WiFi to nadrobie rozdzialy. Powoli, ale do przodu^^
      Pozdrawiam!^^

      Usuń
  25. "miałam u duchu nadzieje" - w duchu.
    "że jeszcze dłużej niż dyrektor jest tu dyrektorem" - nie brzmi mi.
    Co złego jest w bieganiu za karę, gdy dzieciak się spóźni? Sam stosuję taką zasadę, gdy mi się dzieciaki spóźniają na treningi (albo bieganie, albo pompki, ewentualnie przysiady lub skakanki). Moim zdaniem to tylko i wyłącznie ponoszenie konsekwencji i nie ma w tym niczego złego.
    "Nigdy mi to nie wychodził" - wychodziło.
    Moim zdaniem nie będą miały przechlapane przez Andree, a przez same siebie - każdy sam podejmuje decyzję, wszyscy znali ryzyko, podjęli je.
    Dwa kilometry to wcale nie tak dużo, to właściwie tyle co nic. Niech dziewczyny nie przesadzają. Niektórzy tyle co rano chodzą do pracy i po 8-12 godzinach roboty fizycznej znowu idą dwa kilometry by wrócić do domu. Po raz kolejny utwierdzasz mnie w przekonaniu, że te dziewczyny to panienki z dobrego domu, rozpuszczone, nieznające życia, co nawet pół kilometra przemierzały taksówką, z szoferem, albo w samochodzie rodziców, ewentualnie w takim, który od rodziców otrzymali.
    Kolka po dwóch okrążeniach? Boże, co za słabe pokolenie. Za moich czasów, to dzieciaki biegały po podwórku całe dnie i nikt nie narzekał na kolki. Widać, ze to wapniaki ledwie wyrwane sprzed ekranu komputera.
    Andree jeszcze rozumiem, bo jednak byłą wyczerpana fizycznie, ale reszta? No i co zmieni narzekanie. Tylko marnuje energie na marudzenie zamiast przebierać nogami jak należy.
    "Ale się nasiedziałam" - xD - taki komentarz chyba wystarczy.
    Jest sporawo powtórzeń, ale i tak nie jest źle. Ubawiłem się przy czytaniu tego rozdziału. Ciekawe czy o mnie moi uczniowie/zawodnicy myślą podobnie.
    Brak butów to spory problem. Zemsty nie popieram, zwłaszcza, że w tym przypadku to zemsta bez powodu, za nic. Moim zdaniem dziewczyny same były sobie winne, a jakaś dyscyplina jednak musi być. Ogólnie uważam, że trochę rygoru by im nie zaszkodziło, a może utrzymało w ryzach, zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka widać iż to rozpuszczone panienki z dobrych domów co jeszcze śmią marudzić jak to mają ciężko.
    Twoich bohaterów naprawdę ciężko polubić, ale może to dobrze, że nie są idealni, bo ideały są straszne, takie papierowe, przerysowane, niczym wycięta na idealnie skrojony wzór tektura.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja rozumiem, że Andrea była zmęczona i wycieńczona, bo jej moce wyssały z niej energię, ale cala reszta (jej koleżanki) chyba były w pełni sił. Dwa kilometry to naprawdę niewiele. Swojego czasu jakieś dwa kilometry chodziłam codziennie do szkoły. Humor niby jest, coś tam próbujesz pożartować, ale... no mnie pustota tych dziewuszysk nie śmieszy. Wkurzają mnie ich zachowania niemal tak samo jak wkurza mnie moja młodzież na "Się nie zdarza taka miłość", tylko ta twoja to się chociaż nie wykoleja, no ale za to ta moja ma poważniejsze zmartwienia w życiu niż kilka nieudanych sprawdzianów i brak samochodu. Więc jakbym miała ich zestawić obok siebie, to ciężko byłoby ocenić, którzy są gorsi, bo są to dwa zupełnie inne światy.
    Też zauważyłam sporo literówek, które radziłabym poprawić.

    OdpowiedzUsuń
  27. Andie chyba rzeczywiście powoli traci kontrole nad powietrzem... Coraz trudniej jej zatrzymać to, co sama rozpętała, a to chyba nie jest dobry znak.
    Na początku myślałam, ze dziewczynom się upiecze, uciekną z wf-u i będą miały chwilę wolnego, a ona ich przyłapała! I to wszystko przez głupie kichnięcie! I kazała im tyle biegać... Zołza. Jakbym miała do czynienia z moją nauczycielką z gimnazjum. Na szczęście teraz mam bardziej wyrozumiałego nauczyciela xD
    Współczucie u Nathana? Nie wierzę :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Twoje bohaterki dalej irytują - to stwierdzenie nasuwa mi się pierwsze po przeczytaniu tego rozdziału. Co nie jest złe, bo postacie powinny wzbudzać skrajne emocje, żeby wydawały nam się interesujące. Nikt nie lubi czytać o ideałach, postać główna musi mieć jakieś wady. Twoje są bardzo rozpieszczone :)
    Wydaje mi się, że bohaterki z tego opowiadania zawsze dostawały to, czego chciały. A to samochód, a to chłopak. Teraz zostały zmuszone do biegu (wybacz, ale nie jest mi ich żal - same są sobie winne) i jęczą jakie to one biedne. Głównie tytułowa Andrea robi z siebie kozła ofiarnego. Rozumiem, że wyczerpały ją moce, ale nikt nie kazał jej się mścić na nauczycielu. Jak dla mnie zasłużyła na karę.
    Błędy poniżej:
    ale i tak nie mogłam się nad niczym skupić.
    na
    Dla czego to ja mam ten dar?!
    Dlaczego
    Miałam u duchu
    w
    karze biegać
    każe (każe - kazać, karze - karać)
    i z czego, co wiem to
    z tego, nie z czego
    nie zniknęłyśmy w widoku z sali gimnastycznej.
    z
    bo myślałam, że to pomorze, ale nie.
    pomoże
    Nigdy mi to nie wychodził.
    wychodziło
    Na kolką to troszkę pomogło
    kolkę
    Wygarnęłam bym jej
    Wygarnęłabym

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku miły! Tak ładnie Cię proszę! Skomentuj! *robię maślane oczka* To dla mnie bardzo ważne! Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie kolejny uśmiech na twarzy i motywacja do dalszego pisania! ♥