wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 6

      Stanęłam przed szeroką, metalową furtką, pomalowaną na czarno. Była to nadzwyczajna w świecie furtka. Złapałam za klamkę, która kształtem przypominała muszelkę. Po zewnętrznej stronie była wypukła, natomiast po wewnętrznej wklęsła. Uśmiechnęłam się lekko. Nacisnęłam na nią, po czym ją pchnęłam i weszłam na swój teren. Moim oczom ukazał się mój rodzinny dom. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wzbudził we mnie zachwyt.
      Jest to jednorodzinny budynek. Nie jest wysoki i tym różni się od pozostałych, znajdujących się w okolicy. Dom jest pomalowany na biało, a dach ma koloru jasnego szarego. Ramy w oknach są barwy czarnej i w każdej z nich można zobaczyć gustownie upięte grubą wstążką tej samej barwy i białe firanki. Drzwi wejściowe są koloru czarnego i z obu stron są otoczone częścią nieruchomą tej samej barwy, na których znajduje się prostokątna szyba, przez którą i tak nic nie widać i zajmuje ona prawie całą powierzchnię tych części. Same drzwi są drewniane i masywne z wydłużoną, prostokątną szybą, znajdującą się dokładnie po ich środku. Przez nią też prawie nic nie widać. Nie wiem, po co ona tam w ogóle się znajduje. Dla ozdoby? Taras ma podłoże drewniane koloru niemal węgla i zajmuje prawie połowę długości domu (jest pośrodku). Znajduje się nad nim daszek, który ma dachówki koloru jasnego szarego. Prowadzi on do wejścia do domu. Na tarasie jest czarny, okrągły stolik i tej samej barwy cztery krzesła z oparciami, w których znajdują się wzory przypominające kwiaty i liście, a same oparcia mają kształt pól owalu. Pamiętam, że jak byłam mała, to uwielbiałam wychodzić w nocy na taras i podziwiać gwiazdy na niebie. Teraz też to lubię i do tej pory wzbudza to we mnie ogromny zachwyt. Nigdy nie mogę się temu nadziwić.
      Dom ten jest projektu dobrej znajomej mojej mamy. Niejakiej Amy Black. Kiedyś nie była taką sławną projektantką jaką jest teraz, ale wzbiła się na szczyt. Muszę przyznać, że budynki to ona projektuje przepiękne. Ten dom zaprojektowała akurat z myślą o mnie. Zanim się urodziłam, moi rodzice wraz z bratem mieszkali u mojej babci, a mamy taty. Babci nigdy nie poznałam, ponieważ zmarła zanim się urodziłam. Po jej śmierci rodzice nie chcieli mieszkać dalej w jej domu. Za bardzo im o niej przypominał, dlatego postanowili się przeprowadzić, a dom sprzedać. Poprosili właśnie Amy Black, żeby zaprojektowała im ten budynek. To była wielka szansa dla niej, żeby wzbić się na szczyt i udało jej się to. Kobieta dowiedziała się, że mama zaszła w ciążę i dlatego zaprojektowała taki dom, żeby dziecko (właśnie ja) miało przestrzeń do chodzenia.
      Ruszyłam szeroką ścieżką wyłożoną przeróżnymi kamyczkami. Wiatr wiał rozwiewając mi włosy na wszystkie strony. Zrobiło mi się trochę zimno. Szybko przebyłam drogę. Na szczęście nie szłam już jak jakaś kaczka. Nie chciałam opowiadać rodzicom o wczorajszym wydarzeniu. Weszłam na taras i od razu skierowałam się w stronę drzwi. Chciałam je otworzyć, ale okazały się zamknięte. Czyżby rodziców nie było w domu? Przecież wiedzieli, że przyjadę, więc co się stało? Chciałam już wyjąć z torby komórkę, by do nich zadzwonić, gdy drzwi niespodziewanie się otworzyły. Stanęła w nich moja ciotka Margaret. Co ona tu u licha robi?!
      Ciocia jest bardzo wysoka. Ma to chyba po moim dziadku, a taty mamy. Szczupła kobieta, nawet za bardzo o zawsze surowym wyrazie twarzy, zapadniętych policzkach i krwisto czerwonych ustach, które zawsze maluje szminką. Ma duże zielone oczy, które są bardzo powiększone przez szkiełka w okularach. Włosy tak jak jej matka ma kręcone koloru brązowego, dlatego zawsze wiąże je wysoko w koka. Jak zwykle była ubrana w czarny żakiet, tego samego koloru spódnicę i białą koszulę. Musi się pokazać ludziom. Przecież to pani.
      -Rodziców nie ma?- spytałam z nieudawanym zdziwieniem.
      -Przywitać się nie łaska?!- warknęła ciotka. Na śmierć zapomniałam! Przecież ona zawsze musi być w centrum uwagi!
      -Dzień dobry, ciociu...- wydukałam. Nawet na nią nie patrzyłam.- Rodziców nie ma?- powtórzyłam pytanie i dopiero wtedy na nią spojrzałam.
      Patrzyła na mnie z mordem w oczach. Aż przeszły mnie ciarki. Z trudem przełknęłam ślinę.
      -Co za dosłowny brak kultury!- fuknęła.- Wchodź do domu, bo zimno!
      Zrobiła mi przejście i weszłam do środka. Mówiła, że zimno. Pewnie martwiła się, że to ona się pochoruje, a nie ja. Ściągnęłam buty, po czym szybkim krokiem przeszłam przez korytarz i weszłam do salonu, gdzie na czarnej, skórzanej kanapie siedzieli moi rodzice.
      -Andrea!- krzyknęła radośnie mama.
      Wstała z kanapy i żwawym krokiem do mnie podeszła, po czym mocno przytuliła. Jak na swoją budowę ciała była zadziwiająco silna. Zdziwiłam się trochę, bo mama jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyła się na nasze spotkanie. Owszem. Zawsze martwiła się, że mogę nie dojechać na miejsce z powodu jakiegoś wypadku, ale nic więcej... Skąd ta nagła zmiana?
      Mama tak mocno mnie przytuliła, że z trudem łapałam powietrze do płuc. Czułam, że robię się czerwona na twarzy.
      -Emily... Jeszcze ją udusisz i co wtedy zrobisz?- powiedział tata z szerokim uśmiechem na twarzy. Widocznie to go bawiło.
      Mama w końcu mnie puściła. Odetchnęłam z ulgą. Tata uśmiechnął się jeszcze szerzej i rozczochrał mi włosy. Zawsze ta robił na powitanie.
      -Hej tato- powiedziałam uśmiechając się promiennie.
      -Hej córuś- odparł z czułością w głosie.
Odkąd Theo zaginął rodzice zaczęli się o mnie troszczyć jeszcze bardziej niż dotychczas. Powoli staje się to uciążliwe. Wiem, że się o mnie martwią, bo jestem ich jedynym dzieckiem, które im pozostało i boją się, że coś może mi się stać, ale bez przesady. Jak stanę się pełnoletnia, to też będą mnie pilnować jak oczka w głowie?
      -Jak się cieszę, że dojechałaś cała i zdrowa -powiedziała z widoczną ulgą mama.
      -Dlaczego miałabym nie dojechać?- zdziwiłam się.
      -No... Bo...-jąkała się, po czym dodała stanowczo- Jechałaś ze swoją koleżanką.
      Zaśmiałam się. No tak. Jak dzwoniłam do mamy powiedzieć jej, ze przyjadę (było to w tym samym dniu, kiedy pękła opona w samochodzie Alex) to mówiłam jej, co się wtedy wydarzyło. Zawsze musi wiedzieć, co robię, z kim się umawiam... Nawet każe mi mówić, co jem, bo nie chce bym jadła same niezdrowe rzeczy! Moja mama jest nadopiekuńcza.
      -Ale jestem cała i zdrowa!-powiedziałam, bo na twarzy mamy odbiło się lekkie zdziwienie.-Dlaczego drzwi były zamknięte?- spytałam gdy przypomniałam sobie, że do domu wpuściła mnie ciotka.
      Nagle do pokoju wbiegł mój czteroletni kuzyn, Tommy. Sama już odpowiedziałam sobie na to pytanie. Przecież mógł spokojnie sobie wyjść z domu, bo nikt nie zwracałby na niego uwagi.
      -Andie!- krzyknął swoim rozczulającym głosikiem i mocno mnie przytulił.
      Uśmiechnęłam się szeroko. Wzięłam go na ręce i przyjrzałam się mu. Od ostatniego razu sporo urósł. Zawsze był taki mały, a tu proszę! Wpatrywałam się w jego piękne oczka koloru zielonego, które tryskały energią i szczęściem. Tak bardzo cieszył się, mnie zobaczył? Tommy miał idealne rysy twarzy, mały nosek, malinowe usteczka wykrzywione w uśmiechu, dzięki czemu pojawiły mu się dołeczki, którymi ja nie zostałam obdarzona... Jego brązowe loki spadały mu na twarzyczkę dodając urody. Nie ma co! Chłopak potrafi wszystkich rozczulić!
      -Jaki ty już duży chłopak!- powiedziałam radośnie, na co chłopak się zaśmiał. Jaki on był przy tym uroczy!
     Tommy zaczął się wiercić i wyszarpywać z mojego uścisku. Znaczyło to, że chce już, żebym postawiła go na podłodze. Tak też zrobiłam. Chłopczyk pobiegł po część swoich klocków, z którymi zaraz do mnie wrócił.
      -Pobawimy se?-spytał sepleniąc.
      -Jasne! Budujemy wieże?- zaproponowałam zachęcająco.
      -Tak!- powiedział wesoło przeciągając literkę "a".
      Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę stosu klocków. Po drodze rzuciłam swoją torbę, którą miałam na ramieniu na fotel. Tommy z łatwością przykucnął. Nie to co ja. Musiałam się przy tym nieźle nakombinować, ponieważ tyłek po wczorajszym upadku jeszcze mnie bolał. Omal przy tym nie jęknęłam z bólu i z trudem utrzymywałam normalny wyraz twarzy.
      Gdy już kucnęłam, a raczej klęknęłam na dwóch kolanach, zabraliśmy się do roboty. Budowla szła nam trochę opornie, ponieważ mój kuzyn trzymał się nawę najmniejszego szczegółu. Wszystko musiało być perfekcyjnie dopasowane i wszystko musiało być tak złożone, jak Tommy chciał. Gdy przymocowałam klocki tak, jak według mnie było najlepiej, mój kuzyn zaraz łączył je ze sobą inaczej. Nie protestowałam, bo nie chciałam, żeby się rozpłakał, czy coś w tym stylu, a poza tym za to go kochałam! Za ten jego upór! Zawsze stawia na swoim. Skończyliśmy budować wieżę dopiero po kilku minutach. Wyszła nam trochę krzywa... Jak ta w Pizie! Chyba taki miał być efekt, bo Tommy uśmiechał się od ucha do ucha. Kąciki moich ust uniosły się.
      -Mamo! Zobac!- powiedział sepleniąc do cioci Tommy i pociągnął ją za rękaw żakietu.
      -Tak, tak. Śliczne- powiedziała ciotka beznamiętnie nawet nie patrząc na budowlę, bo zajęta była rozmową z moją mamą.
      Co za brak zainteresowania dzieckiem! Jaką trzeba być matką?! W domu też go olewa, bo zajęta jest czymś innym?! Nie sądziłam, że jest aż taka! Co, gdyby coś mu się stało?! Najpierw musiałaby skończyć rozmowę, żeby spytać się, co mu się stało?! Co za babsztyl! Ja na jej miejscu podeszłabym z chłopcem do wieży, popatrzyła na nią, a później pochwaliła za piękne dzieło! Ona nie nadaje się na matkę!
      Wypuściłam ze świstem powietrze. Spojrzałam na ciotkę z mordem w oczach. Swoim wzrokiem zaszczyciłam jej plecy. Miałam ochotę ją udusić gołymi rękoma! Nawet nie wiem, kiedy zacisnęłam ręce w pięści. Zorientowałam się dopiero wtedy, gdy poczułam, jak paznokcie boleśnie wbijają mi się w skórę. Rozluźniłam uścisk i spojrzałam na dłonie. Miejsca, w które wbiły mi się paznokcie były bardzo widoczne. Niemal sine! Rozmasowałam je, bo trochę mnie bolało.
      -Andrea... Zrób cioci kawę- powiedziała do mnie mama.
      Spojrzałam na nią przelotnie i poszłam do kuchni. Pomieszczenie było koloru białego, natomiast meble czarnego. Świetnie to się ze sobą kontrastowało. Po lewej stronie od wejścia, na całej długości ściany znajdowały się meble, natomiast na ściance naprzeciwko meble zajmowały połowę długości. Reszta to było duże okno z widokiem na drogę. Po prawej stronie skrzydła było okno na około dwa metry szerokości z widokiem na salon. W prawym kącie znajdował się czarny prostokątny stół z krzesłami tego samego koloru. Podeszłam do expressu do kawy i nalałam cioci ciepły napój. Wróciłam z nim do salonu i postawiłam go na czarny, niski stół przed ciotką.
      -Mogłabyś się nie garbić, młoda panno-powiedziała oschle, zamiast mi podziękować.
      "To ja będę miała krzywy kręgosłup, nie ty", pomyślałam. Jak się we mnie gotowało ze złości! Usiadłam na podłodze obok kuzyna, kiedy do głowy wpadł mi pewien pomyśl.
      -Pójść z Tomem na spacer?- spytałam się słodko cioci. Powiedziałam o kuzynie Tom, ponieważ ciocia wręcz nienawidzi, jak ktoś mówi do niego zdrobniale. Jest strasznie sztywną osobą.
      -Idź- powiedziała takim tonem, jakby ona była jakąś królową, a ja jej poddaną.-Tylko żeby się nie pochorował, bo wiatr wieje. Nie potrzebuję jeszcze tego. 
      Tommy od razu wstał z podłogi i pobiegł do korytarza, by ubrać buty. Ja poszłam w jego ślady, po drodze wzięłam z fotela swoją ukochaną torbę. Ubrałam baleriny, w których przyjechałam i już po chwili byłam z kuzynem na dworze. Złapaliśmy się za ręce i wyszliśmy na chodnik wyłożony małymi kamyczkami. Pamiętam, że jak byłam mała, to zawsze je zbierałam, a później chowałam do swojej skrytki, jaką było zwykłe pudełko po butach. Zawsze chowałam je pod łóżko w swoim pokoju. Wiem, że dziwne było ze mnie dziecko. Kolekcjonować kamienie. Też coś!
      Szłam z kuzynem ulicami Nowego Yorku. My akurat znajdowaliśmy się na początku miasta, dlatego też nie było dużego ruchu, jak to jest w centrum. Tommy był zadziwiająco spokojny. Zawsze na spacerach wyrywał się, biegał, nie słuchał mnie... Skąd ta nagła zmiana? Nie chciałam go o to pytać, ale zdziwiło mnie to trochę. Powoli zbliżaliśmy się do placu zabaw. Był cały zapełniony! No, ale w końcu jest weekend.
      -Andie?- spytał tym swoim słodkim głosikiem Tommy.
      -Tak?- popatrzyłam na niego. Zauważyłam, że ma bardzo poważną minę, która do niego nie pasowała.
      -Co to jest miłosc?- spytał mnie.
      Zamrugałam gwałtownie. Czy on właśnie przed chwilą zapytał się mnie, "Co to jest miłość"? Popatrzyłam na niego zaniepokojona. Skąd takie pytanie mu się nasunęło? Przecież on ma dopiero cztery lata! Czy z nim wszystko jest w jak najlepszym porządku? A może ktoś zrobił mu pranie mózgu?
      -Dlaczego pytasz?- wykrztusiłam. Nadal byłam w szoku.
      Chłopczyk nie odpowiedział na moje pytanie tylko cierpliwie czekał, aż ja odpowiem na jego. No cóż... Jak mu to wytłumaczyć? Jak to zdefiniować, żeby zrozumiał? Nie jestem dobra w te klocki...
      -Miłość?- powtórzyłam słabo. Chciałam się jeszcze upewnić, czy na pewno o to mu chodzi, bo w głębi serca miałam nadzieję, że spytał się mnie zupełnie o coś innego. Tommy potwierdził skinieniem głowy. Przecież za Chiny nie powiem, co to jest!- Miłość... Jest to... Yyy... Jest to uczucie, któremu nie da się zapobiec i które jest odwzajemnione... Miłość... To kochanie czyiś zalet, a nawet wad... Jest to oddanie dla drugiej osoby i... Wybaczanie jej błędów... Miłość przetrwa wszystko, nawet długą rozłąkę...- Uff... Wybrnęłam z tego.
      Zerknęłam niepewnie na swojego kuzyna. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami. Co ja takiego zrobiłam? Może nie powinnam mu tego mówić? A może on tak na mnie patrzył, bo mnie nie zrozumiał, choć starałam się mówić jak najjaśniej? Zaczęłam nerwowo stąpać a nogi na nogę. Jeszcze raz popatrzyłam na kuzyna. Nadal miał tą minę... Pomachałam mu ręką przed oczami. Zamrugał.
      -Wszystko jest w porządku?- spytałam niepewnie.- Dobrze się czujesz?
      Bałam się, że jak przyprowadzę go do domu w takim stanie, to ciotka mnie zabije! Zaczynałam coraz bardziej panikować. Nie widziałam, co mam zrobić! "Nie! Uspokój się idiotko! Jak będziesz panikować to wywołasz wiatr, albo coś innego zmajstrujesz!", beształam siebie w myślach.
      -Zakochałem se..- szepnął Tommy.
      Zdębiałam. On? Zakochał się? Przecież ma dopiero cztery lata! Nie wie, co mówi! Jego mina wciąż była poważna, ale może to tylko pozory? Nie wiedziała, czy mam się śmiać, czy płakać. Chyba obie z tych rzeczy! Patrzyłam wciąż oniemiała na kuzyna. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że miałam otwartą buzię. Czym prędzej ją zamknęłam. Jeszcze przez jakiś czas patrzyłam na chłopca, po czym wybuchłam głośnym śmiechem. Tommy popatrzył na mnie krzywo.
      -Ty nie mówisz poważnie- powiedziałam przez łzy. Czasami jak się śmieję, to zaczynam też i płakać.
      Chłopak zaprzeczył. Był bardzo zdziwiony moim nagłym atakiem śmiechu. Popatrzyłam na niego z czułością.
      -Kochanie...- zaczęłam i kucnęłam przy nim. Syknęłam z bólu, bo tyłek mnie bolał. Zajrzałam w głębokie oczy kuzyna. Czułam się przy tym, jakbym była jego matką.- Ty nie wiesz, co mówisz. Jesteś jeszcze za mały, żeby to zrozumieć.
      Z trudem powstrzymywałam kolejny wybuch śmiechu. Ba! Z trudem utrzymywałam normalny wyraz twarzy! Czułam, że kąciki moich ust drżą. W końcu uśmiechnęłam się szeroko, bo nie mogłam wytrzymać. Tommy był taki słodki! Jakie dziecko nie rozczuliłoby człowieka, gdyby powiedziało, że się zakochało? I to jeszcze czteroletnie dziecko? Patrzyłam na niego z troską, ale i z lekkim rozbawianiem. Mój kuzyn natomiast przyglądał mi się ze zdziwieniem.
      -Ale ja se zakochałem- wydukał urażony.
      Już się nie uśmiechałam. Westchnęłam. Wstałam z kucek, złapałam go za rękę i poszłam z nim w stronę placu zabaw. Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Mój kuzyn był jeszcze za mały, żeby zrozumieć, co to prawdziwa miłość. Zakochał się... To wytwór jego dziecięcej wyobraźni! Każdy inny człowiek powiedziałby to samo!
      Doszliśmy na plac zabaw. Tommy poszedł na zjeżdżalnię, a ja usiadłam na najbliższą ławkę. O dziwo, siedziała na niej Alex.
      -Hej!- przywitałam się.
      -Andrea?! A co ty tu robisz?!- była widocznie zdziwiona moim widokiem.
      -Przyszłam pozjeżdżać na zjeżdżalni, ale jest zajęta.- udałam smutną.
      -A tak na serio?- pytała dalej. Przewróciłam oczami.
      -Jejku, dziewczyno! Nie ty jedyna musisz opiekować się małym dzieckiem- odparłam wskazując na mojego kuzyna, który właśnie stał obok zjeżdżali i patrzył w jakiś punkt.
      Poszłam za jego wzrokiem. Czy wzrok mnie nie myli?! Tommy właśnie patrzył na dziewczynkę bawiącą się piaskownicy! Była ona z przedszkola, do którego chodzi, ale o rok młodsza. Wiem o tym, bo raz odbierałam go z niego i ona tam była! O ile się nie mylę, to ma na imię Amy. Ma ona długie blond włosy, zawsze splecione w dwa warkocze i prosto ściętą grzywką. Brązowe oczy zawsze tryskające radością i mały nosek. Jej twarzyczka wyrażała w tym momencie skupienie, a różowe usteczka były ściśnięte w prostą linię. Lepiła babki z piasku. Tommy nie kłamał, że się zakochał?! Ale on ma u licha cztery lata! Nie wie, co to jest miłość! To na pewno jakieś zauroczenie, które zdarza się każdemu!
      -Andrea!- usłyszałam przy uchu głośny krzyk Alex.- W ogóle mnie nie słuchasz!
      Nie zwracając na nią uwagi ruszyłam żwawym krokiem w stronę kuzyna. Nadal stał w  miejscu i patrzył zauroczony na dziewczynkę. Miał lekko rozchylone usteczka, a oczy szeroko otwarte pełne... Zachwytu? Dlaczego do tej pory do niej nie podszedł? Wstydził się?
      -To ta dziewczynka, w której się zakochałeś?- spytałam, gdy już do niego podeszłam i wskazałam na Amy.
      Tommy kiwnął głową. Szczerze, to nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Nie znam się na sprawach miłosnych...
      -Co się dzieje?- usłyszałam Alex, która dziwnie mi się przyglądała.
      Westchnęłam. Powiedzieć jej, czy nie? Alex zna się na sprawach miłosnych. Może by coś zaradziła, bo ja na pewno nie.
      -Widzisz tamtą dziewczynkę?- spytałam się jej i wskazałam na Amy.
      -Tą, która bawi się w piaskownicy?- chciała się jeszcze upewnić.
      -Mhm...
      -Tak. To Amy, moje kuzynka- powiedziała beznamiętnie.
      Wytrzeszczyłam oczy i popatrzyłam na nią z niedowierzaniem. Amy to kuzynka Alex? Nie... Nie mogę w to uwierzyć, ale... Przecież mówiła, że przyjeżdża tutaj, by opiekować się kuzynką. Co by innego robiła na placu zabaw wśród całej gromady dzieci? Poza tym... Jak by się tak przyjrzeć... Amy jest nawet trochę podobna do Alex. Chociażby te brązowe oczy. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale mają je identyczne! Jakby były rodzonymi siostrami. Kiedyś widziałam mamę mojej przyjaciółki. Miała takie same oczy, co ona. Z czego, co słyszałam to jej mama ma jeszcze siostrę bliźniaczkę. Pewnie ona to jej córka...
      -Co tak na mnie patrzysz?!- krzyknęła Alex. W jej oczach doczytałam się lekkiego przerażenia.
      -Amy to twoje kuzynka?- spytałam, choć znałam odpowiedź.
      -Tak, a co?- zapytała podejrzliwie. 
      -Widzisz...- zaczęłam niepewnie. Nie wiedziałam, jak mam jej to powiedzieć.- Mój kuzyn polubił twoją kuzynkę... I to bardzo ją polubił... Powiedział nawet, że się w niej zakochał- ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem, ponieważ chciało mi się śmiać, ale nie chciałam urazić Tommiego.
      -Naprawdę?- Alex zaniosła się gromkim śmiechem.
      -Ej!- skarciłam ją i lekko uderzyłam pięścią w ramię.- To poważna sprawa! Przecież to pierwsze zauroczenie!
      Wiem, wiem... Sama przedtem się śmiała. Teraz ledwo, co się powstrzymywałam od wybuchu śmiechu. Kąciki moich ust zaczęły drżeć. Tak bardzo chciałam się śmiać, ale nie mogłam, bo bałam się, że urażę kuzyna. Zacisnęłam szczęki.
      -Zapoznam cię z nią- powiedziała w końcu Alex i wzięłam Tommiego za rękę.
      Mój kuzyn bardzo ucieszył się na tą propozycję, bo na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech, a w oczach pojawiły się iskierki szczęścia. Patrzyłam jak moja przyjaciółka z kuzynem zmierzają w stronę Amy. Dziewczynka gdy ich zobaczyła wyszła z piaskownicy i stanęła przed nimi. Była zaskoczona, gdy zobaczyła, kogo przyprowadziła ze sobą Alex. Chciało mi się śmiać na ten widok. Ciekawe, co jej powie. Z tego też powodu podeszłam bliżej, żeby ich słyszeć.
      -Amy, poznaj...- zaczęła poważnie Alex, ale urwała i zwróciła się szeptem do mojego kuzyna.- Jak masz na imię.
      -Tommy- powiedział cichutko mój kuzyn.
      -Tak. Poznaj Amy Tommiego, Tommy, to Amy- przedstawiła ich sobie.
      Dziewczynka uśmiechnęłam się szeroko pokazując przy tym rząd białych ząbków. Wyglądała przy tym uroczo. Nie wiem, czy mój kuzyn się uśmiechnął, bo stał do mnie tyłem, ale na pewno odpowiedział jej tym samym.
      -Pobawis se ze mną- spytała Amy mojego kuzyna. Sepleniła tak samo jak on.
      -Tak- powiedział radośnie mój kuzyn.
      Już po chwili obydwoje bawili się w piaskownicy i budowali zamek z piasku. Jak szybko poszło. Alex do mnie podeszła i chichotała po cichu.
      -Jakie te dzieci są urocze- powiedziałam uśmiechając się rozczulona na widok Tommiego i Amy.
      -Zgadzam się z tobą- Alex westchnęła.- Zakochał się...
      -Tak... Dzieciom różne pomysły przychodzą do głowy- powiedziałam i się zaśmiałam. Alex mi zawtórowała.
      Wsiadłyśmy na ławce, na której siedziałyśmy wcześniej. Alex opowiadała mi o swoim chłopaku Theo. Szczerze, to mnie to za bardzo nie interesowało, dlatego jej nie słuchałam tylko od czasu do czasu przytakiwałam głową, lub mówiłam ''aha", "naprawdę?'', ''aaa'' i tak bez końca. Obserwowałam swojego kuzyna, który bawił się z Amy. Słodko ze sobą wyglądali. Dzieci na początku bawiły się w piaskownicy i budowali zamek z piasku, ale później to im się znudziło i poszli na huśtawki. Amy na niej usiadła, a Tommy ją huśtał. Urocze. Później poszli na zjeżdżalnie i karuzelę. Bawili się w najlepsze! Widać, że dziewczynka bardzo polubiła mojego kuzyna.
      -Co tak dumasz?- spytała ni stąd ni zowąd Alex.     
      -A nic... Jedziemy w te góry? Ostatnio nie było o tym mowy- teraz to ja zapytałam. Przypomniało mi się, że umówiłyśmy się z przyjaciółmi na wypad w góry. 
      -Jedziemy, jedziemy. W piątek. Wszystko jest już załatwione. Nie martw się- powiedziała entuzjastycznie dziewczyna.
      -Ja się nie martwię. Po prostu chciałam się upewnić, czy jedziemy- wytłumaczyłam się. 
      Nic już nie powiedziałam, bo przybiegła Amy i powiedziała Alex, że jest jej zimno. Nie dziwiłam się jej, bo ten wiatr, który ja wywołałam naprawdę był nieprzyjemny. Chłodny jak w zimie! Mimo, że świeciło słońce tak czy siak było trochę chłodno. Mi samej zaczęło się robić zimno. Może to dlatego, że siedziałam na ławce i się nie ruszałam? Zawołałam Tommiego i razem z nim pożegnałam się z Amy i Alex. Wzięłam kuzyna za rękę i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Szliśmy już trochę szybciej, bo mały zaczął marudzić, że chce oglądać swoją ulubioną bajkę. Z tego też powodu szybko doszliśmy do domu. Tommy od razu ściągnął buty i pobiegł do salonu, by włączyć telewizor i oglądać bajkę. Poszłam w jego ślady i już siedziałam obok niego, ale na fotelu, bo był miękki i patrzyłam na ogród, który znajdował się za szklaną ścianą.
      Ogród. To moje ulubione miejsce. Wchodzi się do niego i wszędzie widzi się kwiaty. Przy ścianie domu posadzone są róże, które ja tak bardzo uwielbiam. W głębi też się znajdują, ale już w mniejszych ilościach. Na prawo znajdują się astry chińskie różnego koloru. Są posadzone w rzędzie kolorami. Są piękne niebieskie, różowe, jasnożółte, białe... Cała ich masa! Obok nich mama posadziła też astry, ale peoniowe, które według mnie są o stokroć piękniejsze! Płatki tych kwiatów tworzą coś na kształt kuli i to ślicznie wygląda. Po lewej stronie ogrodu posadzone są naparstnice purpurowe, różowe, czerwone, białe... Obok natomiast są byliny o tych samych kolorach, ale innych odcieniach. W niektórych miejscach można zobaczyć fiołki i tulipany. W głębi ogrodu znajdują się drzewa owocowe. Można powiedzieć, że to taki mały sad. Jest Tam wiśnia, jabłoń, grusza... Wszystko, co lubię.
      -Andlea- usłyszałam głos Tommiego.
      -Popatrzyłam na niego. Miał ubrane buty. Już jedzie?
      -Już jedziesz?- spytałam trochę smutnawo. Tak bardzo lubiłam spędzać z nim czas. Chłopak przytaknął główką.- No... To pa- powiedziałam i go przytuliłam.
      -Pa- odparł Tommy i odwzajemnił uścisk.
      Usłyszałam chrząknięcie. Ups. To ciocia. Przecież ją powinnam pożegnać jako pierwszą. Jaka pani. Wstałam leniwie z fotela i podeszłam do niej.
      -Do zobaczenia ciociu- powiedziałam skruszona.
      -Do zobaczenia- odparła dumnie i wyszła wraz z Tommym z domu.
      -Idę na spacer- krzyknęłam do mamy która była w kuchni i wyszłam z domu.

Witajcie kochani! Kolejna notka już za nami! Myślę, że się Wam spodobała ;p Wiem, trochę długa. Rozpisałam się ;D Za dużo akcji to w niej nie ma. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. W następnym rozdziale... Oj! Będzie się działo! xD Za wszelkiego rodzaju literówki, które mogły się zdarzyć przepraszam. Wiecie, jak to u mnie jest. Raz są, a raz ich nie ma. Zapraszam do komentowania!

madziula0909              



53 komentarze:

  1. Wzruszyłam się kiedy było spotkanie Andrei z rodzicami. Chociaż pierwsze co, to mnie ta jej ciotka zbulwersowała swoim zachowaniem. Jak ja nie lubię ludzi, którzy domagają się uwagi T.T
    No i Tommy... Nie lubię dzieci, ale kuzyna Andrei udało mi się obdarzyć sympatią, może dlatego, że nie zaczął ryczeć i się rzucać xD
    Ogólnie rozdział bardzo spokojny, ale podobało mi się. Naprawdę podobało mi się zatrzymanie, żeby popatrzeć na rodzinkę Andrei :3 I coś czuję, ze w następnym rozdziale coś się będzie dziać, szczególnie że nasza Andrea wyszła z domu.
    Cóż kochana, z niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę i życzę ogromu weny! :*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe. Ja też nie przepadam za ciotką Andie. Jest wredna! Cieszę się, że polubiłaś Tommiego. Według mnie też jest słodki ^.^

      Usuń
  2. Tommy... Hm... Sama nie wiem co mam napisać. Rozdział fajny. Amy i Tommy. Jakbym widziała moją młodszą siostrę! Ciekawa jestem co dalej. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię tej ciotki Andrei. Takiej ignoranckiej, wrednej kobiety nigdy w życiu nie spotkałam! Ugh... Samo jej zachowanie mówi samo za siebie, a jak jeszcze myślę o tym, że to matka Tommy'ego... Współczuję. Biedne dziecko.
    Powitanie Andrei z z rodzicami było takie słooodkie *.* Widać, że ją kochają i się o nią martwią. Ale chyba jednak trochę za bardzo, tak według mnie. Ale nie wnikam.
    Hah, jak Andrea tłumaczyła Tommy'emu, co to jest miłość... Siłą musiałam powstrzymywać chichot. Ale wybrnęła z tego nawet całkiem ciałkiem ;)
    Hah, i w życiu nie przypuszczałabym, że ukochana Tommy'ego okaże się kuzynką Alex. W ogóle nie spodziewałam się, że dziewczyny się spotkają ^^
    Rozdział spodobał mi się i nie narzekam, że nic się nie dzieje. Ale i tak czekam na rozdział z Nathanem. Może kiedyś pojawi się taki, w którym odegra główną rolę?
    Czekam na więcej :D
    Pozdrawiam i do napisania,
    lilka24

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię Margaret. Zapewniam, że się już nie pojawi. No chyba, że kiedyś... Wiem, że rodzice Andie są nadopiekuńczy, ale stali się tacy po śmierci Theo. Rozumiesz, boją się i nią... Jeśli chodzi o Nathana, to pojawi dopiero za jakieś trzy, może cztery rozdziały (:

      Usuń
  4. Dziękuję za informację! Rozdział był taki... słodki! :D
    Jak on jej powiedział, że się zakochał to byłam pewna, że w niej!... :D Ale nie... :D To było urocze :3 Taka "miłość" :D
    A jej matka jest stanowczo za bardzo nadopiekuńcza! xD Ja bym chyba nie wytrzymała :D Ona już jest "dużą dziewczynką" i nie potrzebuje takiej opieki xD No ale cóż, skoro ona wytrzymuje... :D
    Aha i nie wiem czemu, ale coś mi się wydaje, że na tym jej spacerze coś się stanie... Hmm... Albo z jej darem, albo z jakąś osobą... Nie wiem, ale wiem, że się coś stanie i już! :D
    No to pozdrawiam cieplutko i życzę duuużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również drażni zachowanie rodziców Andie xD Cieszę się, że rozdział ci się podobał i to bardzo. Hehe. Mnie miłość Tommiego do Amy raczej rozśmieszyła. Tommy jest jeszcze dzieckiem xD Nie mylisz się, że na spacerze coś się stanie :D

      Usuń
  5. Tommy jest słodki<3 A ta ciocia Andrei jest straszna! Taką wredną kreaturę, jak ona, widzę tylko w swoim lustrze... Muhahahaha!!! Notka super!
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuużo weny, pomysłów i czekolady^^ Czekolady w szczególności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa ^.^ Bardzo się cieszę, że ci się podoba :D

      Usuń
  6. Heej :3 Jestem tu :D Jako, że wymyśliłam sobie nowy grafik komentowania, możesz spodziewać się w miarę solidnego komentarza, choć i tak czasem je skracam.
    Na początku, w opisie domu, muszę Cię nieco zganić za brak przecinków! Kiedy opisujesz coś, to zawsze stawiaj przecinki a już w szczególności między epitetami! Kochana, trzeba troszkę się nad tym skupić :D Przy opisie, zauważyłam również kilka powtórzeń, które trochę zepsuły cały urok domku. No no, skoro rodzice Andrei mają zaprojektowany dom, to muszą być bogaci. No bo przecież projekty domu, nawet jeszcze niezbyt znanego projektanta, są drogie a jeszcze takie, które muszą spełniać jakieś konkretne kryteria już w ogóle. Takie odnoszę wrażenie.
    Ciotka samo zło, ale nie zwróciłam jakoś na nią uwagi :c Śmieszy mnie matka Anderi. Dziewczyna przyjeżdża co tydzień, a ta ją przytula jakby się nie widziały pół roku. Jesu... :c
    Hmm, chyba za krytycznie Andi spojrzała na ciotkę. Jeszcze aż tak zwyrodniała nie jest. Ona ma po prostu ostre wychowanie i sądzę, że w pewnym sensie chciałaby usamodzielnić dzieciaka. Chociaż, jeśli jest zbyt mały, to faktycznie powinna się nim bardziej zająć. Meh, strony są podzielone.
    Jejku, ten mały dzieciak trochę mnie i nudzi i drażni. Inni roześmialiby się a dla mnie to jakieś męczące ._. 4 letni dzieciak zakochał się w 3 letniej dziewczynce? Trochę mi się to nie podoba i nie wydaje realne.
    Kwiatki, kwiatki, dużo kwiatków. Nie lubię kwiatów i tak czytam to i co nowa nazwa to na google wchodziłam jak to coś wygląda. Zauważyłam literówki no i dalej braki w przecinkach, ale ogólnie nie jest źle. Szkoda, że nie było jakiejś akcji i w przeciwieństwie do wcześniejszych komentarzy, niestety ale uważam, że Tommy nie jest słodki ":c Zwykły dzieciak, jak każdy xD
    Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! No cóż... Nie na co dzień się zdarza, że takie małe dziecko się zakocha i rozumiem cię, ale dzieciom różne pomysły przychodzą do głowy xD Jeśli chodzi o Tommiego to każdy ma odmienne zdanie na jego temat. Ja go polubiłam :D Błędy lecę poprawiać!

      Usuń
  7. Słodki, mały Tommy! Uwielbiam małe dzieci, tak mnie potrafią rozczulić! Rozdział był fajny. Od razu mówię, że nie polubię tej jej ciotki. Brr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Ja też uwielbiam dzieci i kocham spędzać z nimi czas mimo, że czasami mnie denerwują xD Ja też nie lubię Margaret :D

      Usuń
  8. Ta ciotka rzeczywiście jest jakaś dziwna, oschła i ogólnie do gustu mi nie przypadła. Ale w jednej kwestii Andrea trochę przesadziła. To że ciotka nie zareagowała z entuzjazmem na wieżę zbudowaną przez dziecko to jeszcze nie jest oznaka, że jest złą matką, albo że się na nią nie nadaje. Takie dziecko może dziesiątki wieży budować jednego dnia i to nie oznacza, że rodzicielka nad każdą musi się podniecać. Brak zainteresowania jest koszmarny, ale zbytnie zainteresowanie i rozczulanie nad każdą zrobioną rzez dzieciaka babką też chyba do dobrych rzeczy nie należy.
    I nie wiem czemu dla Andrei takim problemem jest to, że chłopczyk się zakochał. To oczywiste, że to uczucie nie doprowadzi go do ślubu, więc nad czym tu się dziwić? Jeszcze dwadzieścia razy w ciągu miesiąca zmieni obiekt zainteresowania;D Powinna troszkę wyluzować;) chyba jest przemęczona;D

    Pozdrawiam!:* I życzę dużo weny;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz! Cóż... Andrea jest już taka z natury i wszystkim się przejmuje. Każdy jest inny :D Ja też nie lubię jej ciotki. Nie przypadła mi do gustu, ale chciałam wprowadzić postać o takim charakterze ^.^ Zapewniam, że już raczej się nie pojawi (:

      Usuń
  9. Jak zwykle super :D Tylko ta ciotka, wredna babka. Dobrze, że moja taka nie jest :P
    Dużo weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ;** Cieszę się, że ci się podoba! :D

      Usuń
  10. Heh. Jaka ja jestem podobna do Andie! Też zbierałam kamienie xD W pudełku po butach. Dobra czterech pudełkach :P Ha ha jak sobie to przypomnę :)

    Nie lubię ciotki Andrei. Ogólnie nie lubię ludzi, którzy się wywyższają.
    Co do Tommiego... Ja nie lubię małych dzieci. Pewnie dlatego, że nie zachowują się jak on ;) Tylko jak małe potwory. Mam młodsze rodzeństwo, więc rozumiesz... xD

    Za dużo akcji tu nie ma, ale zapowiadasz, że się będzie działo, a Andrea wychodzi z domu...

    Pisz szybciutko nn :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Ja też zbieraniem kamienie, jak byłam mała! Stąd właśnie wziął się ten pomysł xD Również mam młodsze rodzeństwo. Dwóch braci i rozumiem jak to jest, nie jest lekko, ale dzieci lubię :P Według mnie akcji też jest mało, ale zapewniam, że to się poprawi :D

      Usuń
  11. Łee... będę płakać T-T Napisałam taki cudowny i piękny, długi komentarz i mi zniknął... coś chyba nacisnęłam na klawiaturze i strona mi się zamknęła T-T Jestem bezapelacyjnie niezdarna na maksa -_- Nie mam innego wyjścia jak zacząć od nowa komentarz, a ponieważ nie wszystko pamiętam, co pisałam... grr... jestem zła T-T oraz zrozpaczona...
    Yhm... zacznę od słodkiego pięciolatka! Ten fragment o dziecięcej miłości nieco mi przypomina mój Halloweenowy dodatek :D Czyżbyś też czytała serię "Pride" autorstwa Shelly Laurenston? Bo tam podajże szósta część jest o takiej wielkiej miłości dzieci i to w samym prologu, więc to dowód dla niedowiarków, że takie rzeczy się zdarzają!
    Gorąco kibicuje Amy i Tommy'emu, aby ich dziecięce zauroczenie przetrwało i po latach przerodziło się w wielką miłość! Jakże byłoby to piękne... bo w jakimś stopniu Alex i Andrea stałyby się rodziną :D
    Ja osobiście nie uwielbiam tak mocno dzieci, a mam z nimi małe doświadczenie, więc nic dziwnego, że gdy Andrea widzi swojego kuzyna raz na jakiś czas to łatwo jej oskarżać swoją ciotkę o złe zachowanie względem dziecka. Nie przeczę, że zachowuje się ona koszmarnie i nieco samolubnie, ale... no zgaduje, że ona albo pracuje i zajmuje się dzieckiem, albo jest siedzi w domu z tym łobuzem :)
    Nic więc dziwnego, że ma trochę dość dziecka, każdy rodzic również byłby bardzo zainteresowany rozmową z innym "dorosłym", nie mniej i mnie drażni takie ignorowanie dzieci, bo mimo wszystko jest to lekko frustrujące, gdy widzi się tą obojętność rodzica względem dziecka... no i jestem pewna, że Andrea jest traktowana jak niania do małego, bo ciota całkowicie przestała się nim interesować, gdyż zapewne wiedziała, że dziewczyna zajmie się nim odpowiednio. Trochę zaufania tutaj jest :3
    Powitanie rodziców było moim zdaniem najlepsze :D Chociaż polecam Andrei, aby uniemożliwiła matce oglądanie "Pani Gadżet", aby nie dowiedziała się ona o aplikacji w telefonie, która umożliwia śledzenie swojego dziecka i dowiedzenie się, gdzie zawsze się znajduje... bo taka władza jest z lekka przerażająca, a nie twierdze, że teraz ona lekko nie przesadza! Serio? Co jadła? Ok, moi rodzice są nadopiekuńczy, ale matka Andrei... z pewnością przerosła moje oczekiwania!
    Ja też! Ja też zbierałam kamyki! Tyle, że wybierałam kilka tych najładniejszych z miejsc do których jeździłam jednorazowo, jakieś wycieczki. Niestety moją kolekcję odnalazła moja mama i podobnie jak ślimaki, które uciekły ze słoika i żabę, którą nieudolnie chciałam wnieść do domu... wszystko to zostało wyrzucone za okno, a że mieszkaliśmy na parterze to nikomu tym krzywdy nie zrobiła :D
    Widać, że naprawdę się starałaś z opisami, a do literówek, interpunkcji i tak dalej to się nie mieszam, bo znam się na tym jak słoń na robieniu miodu xD
    Życzę morza weny, góry pomysłów i mnóstwa czasu wolnego!
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się zdarzało, że pisałam komentarz i mi się usunął xD Tak czytałam twoją notkę na Hallowen. Wcale nie chciałam od gapić, ale nawet gdybym nie czytała twojej notki to i tak bym o tym napisała ^.^ Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  12. Dziękuję za informację o rozdziale ;)
    Przyznam się, że czekałam na jakąś akcję, ale tu jej zbytnio nie było. Nie mogę się jednak doczekać następnej części, bo wiem, że dasz radę i przedstawisz nam coś, co na długo zapamiętamy. Myślę też ciągle o bracie Andrei i o Nathanielu... Właśnie, gdzie on był? Proszę, niech w siódmym będzie! To moja ulubiona postać. To chyba tyle, życzę duuuzo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że we mnie wierzysz! :D Tak, akcja w następnym rozdziale będzie duużo większa niż w tym. Jeszcze raz dziękuję,^.^

      Usuń
  13. Hej :D
    Dopiero teraz komentuję, więc przy poprzednich rozdziałach później nadrobię, ale chcę żebyś wiedziała, że czytam ^^
    Bardzo podoba mi się twoje opowiadanie :)
    Z niecierpliwością czekam na next i życzę powodzenia w pisaniu!
    Całuski :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozbroiła mnie ta miłość Tommy'ego <3 To jest urocze, kiedy takie małe dzieci mówią, że się zakochały i uważają, że "wezmą ślub" itd. :D Uwielbiam to, według mnie stanowczo najlepsza część rozdziału :). Ciotki oczywiście nie polubiłam, ale to w sumie nic dziwnego, chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zapałałby do niej sympatią, wyjątkowo wredna kobieta. Dzieci powinno się wspierać i na każdym kroku jakoś podbudowywać, a nie, że zrobiło coś i chciało się pochwalić, czekając oczywiście na jakieś budujące słowa, a tymczasem reakcja... ah, szkoda gadać. Tylko że, niestety, tacy istnieją, nie tylko w książkach czy opowiadaniach... Nie wiem czemu, ale kiedy napisałaś, że już nie chodzi jak kaczka, to i tak się roześmiałam. A co do zbierania kamieni... jak byłam mała to też zbierałam tyle, że tak wiesz... brałam ze skalniaku takie malutkie kamyczki, te najładniejsze i udawałam, że zdobyłam je w wielkich trudach haha :D Także dzieci są różne i najczęściej pozytywnie rozbrajające <3 Wybacz, przeprosiłaś co prawda za błędy, ale dwa rzuciły mi się w oczy "wierzę" zamiast "wieżę" i "karzę" zamiast "każę"... są akurat takie wyjątki, że zawsze mi się wbiją... wybacz :D
    Tymczasem czekam na kolejny rozdział, w którym będzie się działo! :*
    Pozdrawiam i życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podoba! Mi też spodobał się pomysł z miłością Tommiego do Amy. Ja też zbierałam kamyki jak byłam mała! Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa! ^.^

      Usuń
  15. Zacznę od tego, ze nie umiem pisać długich komentarzy. Jakoś nigdy mi to nie wychodziło i się nie zapowiada ale ja nie w tej sprawie.
    Świetny rozdział!! To co, że się rozpisałaś możesz tak częściej hihi... Tommy jest słodziaśny na maksa!! Byle tak dalej!!!!!! Weny życzę i pozdrawiam
    Little Shadow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj! Nie ważne czy komentarz jest długi, czy krótki! Wszystkie sprawiają mi radość! Twoje też! :D Cieszę się, że ci się podoba! ^.^

      Usuń
  16. Zapraszam na rozdział 75. nowezyciealicecullen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Było parę drobnych literówek, ale jakoś niespecjalnie zwróciłam na to uwagę. Wspaniały rozdział :)
    Weny i pozdrowienia,
    Dravelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ^.^ Cóż... Literówki często mi się zdarzają. Będziesz musiała się przyzwyczaić xD

      Usuń
  18. Naprawdę mi się podobało:) Obiecuję, że będę czytać. Zapraszam do mnie. Mam kolejne rozdziały http://bliskasmierci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. To dla mnie wielka radość :D Już lecę czytać do ciebie! ^.^

      Usuń
  19. Piękny rozdział <3. Bardzo się wzruszyłam z wątkiem, w którym Tommy patrzył na Amy i jak się razem bawili. Słodka, dziecięca miłość. Chyba każdy z nas to zna :D. Tom jest przecudowny. Momentami wkurzała mnie ciotka swoim zachowaniem do Andrei jak i odwrotnie. Takie dwa inne światy. Mama nadzieję, że się pogodzą. Czekam na następny :). Pozdrawiam! :>
    xxforeverxxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podoba. Jest mi niezmiernie miło! ^.^ Dziękuję za mile słowa! Z chęcią wpadnę do ciebie!

      Usuń
  20. Rozdział jest uroczy ^^ Taka miłość u małych dzieci jest słodka...
    Lecę dalej, może jeszcze dzisiaj wszystko przeczytam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak. Takie miłości są urocze. Zgadzam się z tym xD Dziękuję! :***

      Usuń
  21. Przy opisie budynku zniwelowałabym nieco powtarzalność słowa "czarny" ;)
    Nawet karze mi mówić, co jem, - w tym znaczeniu piszę się "każe" :)
    Jak tak sobie wyobraziłam Tommiego ! Jako takiego słodkiego małego chłopczyka to aż się ciepło na serduchu robi ;)
    Zdarzyło się kilka literówek, ale ogólnie rozdział mi się podoba najbardziej ze względu na tego malca ;)
    http://magiafuego.blogspot.com/ - Zapraszam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz i uwagi! To naprawdę bardzo mi pomaga! :D Lecąc poprawiać błędy xD Cieszę się, że rozdział mimo to Co się podobał. Jeszcze raz dziękuję! :***

      Usuń
  22. Ludzie, Jakie to urocze *w* Tommy, Amy I ogólnie cały ten rozdział ^-^ Rozdział super, spokojny, ale nadal niesamowity, we wspaniałym klimacie :) Tylko ta okropna ciotka >.< Co za człowiek...! :P
    Nie mogę się już doczekać czytania następnego, skoro zapowiadasz akcję :D
    A tak przy okazji - zaczęłam czytać rozdział już dzisiaj, koło piątej rano, jednak podczas czytania zasnęłam, więc mogłam dokończyć dopiero teraz XD W dodatku piwinnam teraz chyba uczyć się z WoS-u, ale... Czytanie Twojego opowiadania jakoś bardziej mnie pociąga xD

    »---> http://arrowtales.blogspot.com/ <---«

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz! Nawet nie wiesz, ile radości sprawiają mi Twoje słowa! Tak bardzo się cieszę, że Ci się podoba mimo, żenię ma dużo akcji xD Wiem, Amy i Tommy są słodcy *♡* A ciotka wredna. To fakt >.< Ale ona już taka jest i nic tego nie zmieni :D Hehe. Mnie też bardziej pociąga czytanie blogów, niż nauka. To drugie staje się męczące -.- ale co poradzić! Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam :*** Jutro nadrobię zaległości u Ciebie! ^.^

      Usuń
  23. Hej!
    Rozdział fajny, może faktycznie trochę mało się dzieje, ale przyjemnie się czytało, zresztą jak wszystkie Twoje rozdziały :D Mały Tommy zakochany? Jak słodko :) Od razu go polubiłam i Amy też, co poradzić, uwielbiam małe dzieci :) Natomiast nie można tego powiedzieć o ciotce Anrei, jest taka wredna nawet dla swojej siostrzenicy... ni chciałabym mieć z nią do czynienia i współczuję bohaterce.
    Pozdrawiam :**
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że według Ciebie nie było nudno ^.^ Też uważam, że miłości małych dzieci są słodkie :* Ja też polubiłam go i Amy. Też uwielbiam dzieci! ♡ Ha! Wiedziałam, że nikt nie polubi ciotki xD Również pozdrawiam! :***

      Usuń
  24. Podoba mi się epizod, gdzie Tommy wyznaje, że się zakochał. Rzeczywiście śmieszna sprawa: D zapraszam na bloga: Poradnik na każdy dzień http://poradnik-co-i-jak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że podoba Ci się ten fragment. Wiesz. Dzieciom różne pomysły wpadają do głowy xD W wolnej chwili na pewno wpadnę! Pozdrawiam! :***

      Usuń
  25. "zawsze wzbudził we mnie zachwyt" - wzbudzał
    Wyprowadzili się bo ktoś umarł? Naprawdę? - Wybacz, ale popieprzona ta rodzinka. Teraz już wiem po kim to dziewuszysko jest takie kapryśne i irytujące.
    No pewnie, że ciotka martwiła się o siebie, przecież ty Andreo nie masz pięciu czy siedmiu lat i nie trzeba cię prowadzić za rączkę na każdym kroczku.
    "Zawsze ta robił" - tak
    Skąd taki zwrot "pękła opona"? Opony się przebija, łapie się gumę, opony nie pękają.
    "Tak bardzo cieszył się mnie zobaczył" - że mnie zobaczył, albo bo mnie zobaczył.
    Takiego dużego chłopca brać na ręce? Dwa razy chłopak w jednej linijce xD - musiałem ci to wytknąć, bo zawsze mnie irytuje coś tego typu.
    Masz kilka błędów w dialogach, ale je ci wytknę w ostatnim rozdziale jeśli nadal będą się pojawiały.
    Ustępowania dzieciom na każdym kroku nie popieram, bo potem wyrastają na takie Andree. Nie uważam też by matka Tomiego olewała go i by nie nadawała się na matkę. Może ma trochę zimne podejście, ale przecież nie robi mu żadnej krzywdy, a dziećmi nie trzeba się zajmować w każdej sekundzie ich życia i chodzić za nimi krok w krok. Niech się chłopak nauczy nieco samodzielności, itd.
    "pewien pomyśl" - pomysł.
    Mam koleżankę, która nadała dzieciom takie imiona by niemal niemożliwym było je zdrobnić, bo ona też nie toleruje zdrobnień, denerwują ją, ale nie uważam jej przez to za sztywną osobę. Do mnie do prawda nie mówi Dariusz a Darek, ale już jakieś Darko itd, to z jej ust by w życiu nie padło.
    Nie lubię takich nieusłuchanych dzieci jak Tom. Choć to w sumie nie ich wina, a rodziców lub opiekunów. Z doświadczenia wiem, że dzieci zadają różne pytania. Mnie córka ostatnio zapytała "A dlaczego na filmach jak się całują to tak się nie całują tylko gryzą? Ja też się tak będę gryzła jak będę już miała chłopaka?".
    Nie wolno się śmiać z dzieci w takich przypadkach, bo to skutkuje tym, że potem będą się bały mówić o swoich odczuciach i obawiały pytać.
    No i musiała wspomnieć o tym, że tyłek ją boli... musiała? Naprawdę musiała!? Cholera co za zrzęda, maruda, mameja, mazgaja i...
    Oj Andrea nie musi się opiekować małym dzieckiem, ona sama tego chciała, więc niech teraz nie robi przed koleżanką z siebie takiej cierpiętnicy.
    Lubię takie małe dzieci w opowiadaniach, nawet te nieznośne, ale w życiu realnym jednak wolę te grzeczne, rozgarnięte, bez wrodzonego wymyślonego przez psychologów ADHD.
    Te zakochane dzieciaki i niesamowity zbieg okoliczności... - sam nie wiem co o tym myśleć, trochę to grubymi nićmi szyte.
    Mam wrażenie, że Andrea to się do większości rzeczy zabiera w taki sposób jakby bawiła się w podchody. Normalnie jak pies do jeża.
    "Sama przedtem się śmiała" - śmiałam.
    Co jeszcze mógłbym powiedzieć:
    Dzieci dałoby się przedstawić lepiej, bardziej obrazowo, urokliwiej.
    Początek - opis domu bardzo mnie znudził, był taki jakby wymuszony, ale ja ogólnie nie przepadam za przydługawymi opisami, które są w większości zbyteczne.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszechobecne bogactwo i brak zmartwień otoczenia aż bije po oczach. Chyba im zazdroszczę. Też bym chciała żyć w świecie, w którym jedynym problemem większości jest brak chłopaka/dziewczyny. Ja rozumiem, że i w naszym świecie zdarzają się takie osoby, ale jednak świat składa się też z biednych i przeciętnych, złych, chuliganów, alkoholików, palaczy... u ciebie wszystko jest takie grzeczne, dobre, sympatyczne i bogate, że aż rzygnąć tęczą można (nieładnie rzecz ujęłam, przepraszam).
    Najciekawszy wątek to te żywioły Andrei i znalezienie odpowiedzi na pytania dlaczego ona ma ten dar i co stało się z Theo. Cała reszta jest oklepana, nudna i monotonna i liczę na to, że w dalszych częściach się to zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja tam się nie dziwię mamie Andrei, że tak emocjonalnie powitała córkę. Niby to tylko tydzień, ale dziewczyna jest z dala od domu przez prawie cały tydzień, a w końcu mają ja tylko jedną. Jak mają się nie przejmować?
    Nie polubiłam ciotki Margaret. Wydaje się sztuczna i strasznie się wywyższa. Andrea to ma przekichane. Nauczyciele w szkole do kitu, ciotka też jakaś wielka dama która nie przejmuje się nawet swoim synkiem...Masakra!
    A zauroczenie Tommy'ego było słodkie! Takie dzieci do wszystkiego podchodzą tak emocjonalnie, sweet!

    OdpowiedzUsuń
  28. I znowu Andrea ze trzy razy musiała wspomnieć, że boli ją tyłek. Jest niemożliwa - zastanawiam się czy ostatecznie kiedyś dorośnie :)
    Błędy wypisuję poniżej:
    Zawsze ta robił na powitanie.
    tak
    do mamy powiedzieć jej, ze przyjadę
    że
    Tak bardzo cieszył się, mnie zobaczył?
    że mnie
    trzymał się nawę najmniejszego szczegółu.
    nawet
    nerwowo stąpać a nogi na nogę.
    z
    Nie wiedziała, czy mam się
    wiedziałam
    To Amy, moje kuzynka
    moja
    Z czego, co słyszałam
    Z tego
    Amy to twoje kuzynka?
    twoja
    Wsiadłyśmy na ławce
    Siadłyśmy
    i poszli na huśtawki.
    Co do Tommy'ego mam mieszane uczucia. Niby sympatyczny dzieciak, który rozśmieszył mnie słowami, iż się zakochał, jednak to budowanie wieży było denerwujące. Czterolatek musiał mieć wszystko perfekcyjnie dopasowane? Dziwny jest.
    Amy za to wydaje się być urocza :)
    Dzisiaj już nie przeczytam kolejnego rozdziału, ale może jutro mi się uda :)
    Pozdrawiam

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Po pierwsze zaznaczam, że nie cierpię małych dzieci. Może dlatego, że nie zachowują się tak grzecznie jak Tommy? Tak, na pewno dla tego. Moje młodsze rodzeństwo jest straszne.

    Wylewne powitanie Andrei przez matkę jest jak najbardziej na miejscu, przecież nie widzi swojego dziecka przez prawie tydzień. Tym bardziej, że wiadomo co się stało z Theo.

    Aczkolwiek denerwuje mnie Andrea, co chwila wspominająca o swoim bolącym tyłku. Interesuje mnie tylko jak długo może boleć taki tyłek, żeby ciągle zwracać na to uwagę? Ale widocznie może.

    Ciotka Margaret jest istnym uosobieniem ludzi, których nienawidzę. Ktoś powinien utrzeć jej nosa.

    Akcja na razie wolno się rozkręca, ale Andrea wychodzi z domu...

    Pozdrawiam,
    Deea Keita :)

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku miły! Tak ładnie Cię proszę! Skomentuj! *robię maślane oczka* To dla mnie bardzo ważne! Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie kolejny uśmiech na twarzy i motywacja do dalszego pisania! ♥