poniedziałek, 16 maja 2016

Miniaturka - Andrea

      Wokół panowała ciemność jak w grobowcu. Przeraźliwą i niepokojącą ciszę było można ciąć ostrym jak brzytwa sztyletem. Na zewnątrz hulał wiatr, a gałęzie drzew pod jego wpływem uginały się. Nie było słychać nic oprócz szumu liści. Wszystko wyglądało mrocznie. W dodatku było zimno, więc nikogo nie było na zewnątrz. Z jednym wyjątkiem.
      Na balkonie jednego z domów siedziała dziewczynka, mająca na oko około ośmiu lat. Patrzyła pustym wzrokiem w jakiś punkt przed sobą. Twarz miała dziwnie skupioną i spokojną. Nie przeszkadzało jej, że wiatr bezkarnie bawił się jej długimi, brązowymi włosami. Nawet nie zareagowała, gdy włosy opadły jej na twarz. Mimo iż miała gęsią skórkę, nie chciała wrócić do ciepłego pomieszczenia i znaleźć się w jeszcze cieplejszym łóżku przy swoim dużym misiu, którego dostała na ostatnie urodzony. Nawet nie pomyślała o powrocie.
      W pewnym momencie spojrzała na zachmurzone niebo, na którym przebijało się słabe światło księżyca. Uważnie obserwowała szybko poruszające się chmury i próbowała, jak zawsze, doszukać się w nich ciekawych kształtów, które mogły coś przypominać. Tak naprawdę to wolała ujrzeć gwiazdy, w które uwielbiała się wpatrywać. Od razu przypominały jej się chwile, kiedy robiła to z bratem, którego... już nie było.
      Od zaginięcia minęło pół roku, a dziewczynka wciąż nosiła w sercu pustkę po stracie brata. Nie dawała po sobie poznać, że go jej aż tak bardzo brakuje. Gdy patrzyła na ich wspólne zdjęcia, kąciki jej ust unosiły się i wiedziała, że Theo jest tuż obok niej. Nawet ojciec jej tak mówił, więc uwierzyła w to. Zawsze, jak czuła się źle, przypominała sobie o Theodorze, a jej samopoczucie się poprawiało.
      Niespodziewanie drzwi balkonowe za nią głośno zamknęły się. Przerażona Andrea odwróciła się. Poderwała się na równe nogi i czym prędzej wbiegła do pokoju, nawet nie wysilając się, żeby zamknąć wejście, po czym wskoczyła do łóżka. Zakryła się kołdrą po samą szyję. Dopiero wtedy poczuła, jak było jej zimno. Zrobiło jej się przyjemnie, gdy jej ciało przeszła fala gorąca. Słysząc kroki na schodach, zamknęłam oczy i znieruchomiała. Serce zabiło jej szybciej, gdy do jej uszy doszło skrzypnięcie otwieranych się drzwi.
      Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna. Zmarszczył grube brwi, gdy zobaczył, że są otwarte drzwi balkonowe. To od razu rzuciło się w oczy, gdyż firanki jak oszalałe unosiły się przez silny powiew wiatru. Poza tym z pomieszczeniu było dość zimno. Mężczyzna pod wpływem chłodu zadrżał. Szybkim krokiem podszedł do drzwi i zamknął je. Od razu zrobiło się cieplej. Jeszcze przez jakiś czas spoglądał na wichurę za oknem, po czym przeniósł wzrok na ,,śpiącą’’ córkę.
      Na twarzy zawitał mu blady uśmiech, a w oczach na ułamek sekundy pojawił się błysk szczęścia. Cierpiał po stracie syna, jednak widząc na co dzień jego małą dziewczynkę, która wyglądała na pozór szczęśliwie, w jego sercu pojawiała się chęć życia. Wiedział, że nie może... Ba! Nawet nie ma prawa się załamać, ponieważ ma jeszcze kogoś, z kim powinien się cieszyć. Żona i córka to najważniejsze osoby w jego życiu. Po zaginięciu syna obiecał sobie, że nie dopuści, by jego rodzinie coś się stało, by coś ich rozdzieliło.
      Powolnym krokiem podszedł do małej Andrei. Kucnął przy jej łóżku i spojrzał na dziecięcą twarz. Mimowolnie uśmiechnął się. Ucałował czubek jej głowy i zanim odszedł, upewnił się, że jest dobrze przykryta. Dopiero wtedy niechętnie opuścił pokój.
      Dziewczynka, gdy zorientowała się, że jest sama, otworzyła szare oczy, z których popłynęła łza. Położyła się na drugi bok i spojrzała w ścianę. Miała wrażenie, że się rusza, jednak był to wymysł jej wyobraźni. Powoli jej oczy z każdą kolejną minutą stawały się coraz cięższe. W końcu poddała się i znalazła się w objęciach Morfeusza.
***
      Nastał nowy, słoneczny dzień. Na dworze słychać było przyjemny dla uszu śpiew ptaków, śmiechy bawiących się dzieci oraz odgłos silników jadących samochodów. Można było spokojnie rozsiąść się w ogrodzie i się zrelaksować. Niebo było czyste jak łza, nie było a nim choćby jednego białego kłębka chmury.
      Siedząca, a raczej leżąca, w ogrodzie Andrea podniosła się. Oderwała wzrok od błękitu nieba. Kucnęła przy jednym z krzaczków róż i zerwała czerwoną różyczkę. Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Wstała, z trudem, z kucek i pobiegła do domu. Tam od razu skierowała się do pokoju, gdzie na fotelu siedziała nieruchomo jej mama. Chciała usiąść jej na kolanach, jednak jak później okazało się, kobieta spała. Mała Andrea zmarszczyła lekko brwi, po czym szturchnęła matkę w ramkę. Gdy ta nie zareagowała, ponowiła próbę.
      Uważnie obserwowała, jak kobieta powoli otwiera zaspane oczy, wokół których zaczęły pojawiać się małe zmarszczki, a następnie wykrzywia usta w pewnym grymasie. Kobieta spojrzała przeraźliwie pustym wzrokiem na córkę i patrzyła na nią tak, jakby jej tam w ogóle nie było, dosłownie jakby patrzyła na pustą przestrzeń. Ciężkie powieki zaczęły jej opadać, jednak dziewczynka nie pozwoliła matce zasnąć i szturchnęła ją po raz kolejny w ramię.
      — To dla ciebie —powiedziała wesoło Andrea, wręczając kobiecie zerwaną w ogrodzie różę.
      Ale ona nie zareagowała. Jedyne co, to zamrugała kilkakrotnie oczami. Dziewczynka westchnęła i pomachała kobiecie przed oczami różą. To również nie podziałało, więc bezradna odłożyła kwiat na stół.
      — Mamo! — powiedziała podniesionym głosem i wzięła twarz matki z ręce.
      — Andrea, zostaw mamę. — W pokoju pojawił się ojciec dziewczynki. — Mama... źle się czuje.
      Andrea zmrużyła oczy i zerknęła na ojca zawiedzionym spojrzeniem.
      — Chcę się pobawić z mamą — powiedziała z uporem.
      — To nie najlepszy moment — odparł mężczyzna.
      — Ale ja chcę! — Dziewczynka nie dawała za wygraną i na znak swojego buntu tupnęła nogą.
      — Andrea, proszę — powiedział zrezygnowany.
      Dziewczynka zacisnęła szczękę, po czym pobiegła do swojego pokoju, a słychać było za nią głośne uderzanie stopami o schody.
      Mężczyzna w tym czasie spojrzał zmartwiony na żonę, po której policzku spłynęła samotna łza. Podszedł do niej i ujął jej dłoń, po czym dość mocno ją ścisnął.
      — Jestem tutaj — powiedział łamiącym się głosem.
      Andrea zatrzasnęła za sobą drzwi do pokoju i położyła się na łóżku. Po policzkach spływały jej słone łzy. Jako małe dziecko trudno było jej się pogodzić z tym, że nie będzie mogła zrobić tego, co zapragnęła. Była zła na ojca, że ten kazał jej zostawić matkę w spokoju. Chciała się pobawić, a przede wszystkim zrobić coś, żeby kobieta zaczęła zachowywać się jak normalna matka. Zazdrościła innym dzieciom, że ich matki wychodziły z nimi na plac zabaw, bawiły się, chodziły do sklepu... Jej mama tego nie robiła. Siedziała nieruchomo i pustym wzrokiem wpatrywała się w zazwyczaj jedno miejsce, a gdy tego nie robiła, to płakała.
      Złość, jaką kryła w swoim sercu Andrea, spowodowała, że na dworze zaczął wiać silny wiatr. Na początku nie przejęła się tym, jednak gdy wiatr zaczął wiać mocniej, przeraziła się nie na żarty. Wytarła dłonią załzawione oczy, a mały nosek w różową bluzkę. Powoli, z szeroko otwartymi oczami, podeszła do okna i z szokiem wymalowanym na twarzy patrzyła na uginające się przez wiatr gałęzie drzew. Zastanawiała się, czy to zrobiła ona. Z każdą kolejną sekundą miała wrażenie, że tak, jednak głęboko w sobie miała nadzieję, że nie.

Hejo kochani! :3
Przybywam z krótką miniaturką... Hehe jaka szałowa nazwa xD Wiem, że miniaturka nudna, nic się nie działo... Dopiero gdy już napisałam jakąś połowę to naszła mnie myśl, żeby napisać jednak o czymś innym, ale nie miałam serca tego usuwać, więc dokończyłam (w szkole ma się dużą wenę xD). Nie będę się pytała, czy Wam się podobało, bo wiem, że to było baaardzo nudne...
Pytanie: Co sądzicie o miniaturce, w której napiszę, co przytrafiło się Theo? A w kolejnej co przytrafiło się Rosalie? W rozdziałach było mało o tym wspomniane i pomyślałam, że można o tym napisać. Jak macie jeszcze jakieś swoje propozycje, to piszcie. Może to być coś, co było tylko wspomniane w historii, coś, co chcielibyście poczytać, a tego nie było, albo w ogóle coś innego :D
Tak więc... Do napisania! xoxo :*

Maggie

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajna ta minaturka :-) Z chęcią poczytałabym wi3cej takich to trudno było mi się rozstać z tym opowiadaniem bo było naprawdę genialne ;-) Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo! :3
      Cieszę się, że Ci się podobało :D
      Kończąc tego bloga nie sądziłam, że komuś będzie się tak podobał, że będzie się trudno z nim rozstać. Ja nadal jestem zdania, że wcale nie był jakiś dobry xD
      Dziękuję za komentarz! ♥
      Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*

      Usuń
  2. Wcale nie jest nudna! Jest dużo prawdziwych emocji, jakie towarzyszą po stracie dziecka, albo i po prostu kogoś bliskiego. :3 Ładnie to przedstawiłaś, chociaż nie podobały mi się fragmenty typu: "położyła, a dokładniej to wskoczyła, na łóżko." - albo piszesz, że się położyła, albo że wskoczyła i tyle, a nie, że to, ale jednak nie, bo to tylko głupio brzmi i gmatwa. xD
    Jak na pierwszą miniaturkę było dobrze, chociaż te o Theo i Rosie wydaje się jeszcze lepszym pomysłem. :D A co do samej Andrei, zawsze można napisać jeszcze o czasach, kiedy Theo żył, albo kiedy moce dziewczynki robiły jej same kłopoty (ale tak, żeby było śmiesznie xD). C: Tak tylko mówię. xD
    Do następnego! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy tekst! I co ty tu mi mówisz że nudne, wcale takie nie jest! Chętnie poczytam więcej takich miniaturek, wychodzą ci one zacnie :3
    W każdym razie, do następnego, pozdrawiam, hej, cześć, pa
    Pusheen

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... Ciekawe. Miło poznać Andreę od takiej... innej strony

    OdpowiedzUsuń
  5. Miniaturka wcale nie była taka nudna. Bardzo bym chciała dowiedzieć się więcej o Theo i Rosalie. Możesz napiszesz też coś o Lilith? Czekam z niecierpliwością na Twoją kolejną twórczość ;p
    http://hamster-and-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :) Wiem, że dawno mnie u ciebie nie było, ale lubię mieć więcej do czytania na danym blogu, a pomimo, że tylko o dwie miniaturki u ciebie, to stęskniłam się trochę za twoją twórczością :P
    Miniaturka wcale nie jest nudna, może po prostu spokojniejsza. Ale moim zdaniem wiele wnosi do całości, bo poznajemy sytuację w domu Andrei bezpośrednio po zaginięciu Theo. Właściwie to nie dziwie się matce Any, że się załamała, w końcu to było jej dziecko. Choć nie ukrywam, że uważam, że powinna dbać tez o drugie, młodsze. Jedyne jakie jej pozostało, więc to na nim powinna się skupić. Tym bardziej, że to trochę egoistyczne podejście, bo ludzie wokół niej (w tym mała Andrea, która jeszcze nie do końca rozumie, co się wokół niej dzieje) też przeżyli traumę, a są w stanie jakoś funkcjonować. Kobieta się załamała, zostawiając wszystko na głowie męża. I sama do końca nie wiem, jak to odebrać.
    Tak czy owak bardzo mi się podobał tekst, było czuć ten smutek, więc miniatura na pewno wniosła coś ciekawego, powiedziałabym Świerzego do całości. Lecę do następnej, ale skomentuję pewnie jutro :P

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku miły! Tak ładnie Cię proszę! Skomentuj! *robię maślane oczka* To dla mnie bardzo ważne! Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie kolejny uśmiech na twarzy i motywacja do dalszego pisania! ♥